Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WIELKANOC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WIELKANOC. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 kwietnia 2021

Życzenia

Ostatnio dużo rysuję. Trzeba czymś ręce zająć. Kolejny dzień bez papierosa i lekko nie jest. Ale daję radę.  

 Tradycyjnie,  ze szczerego serca. 





czwartek, 1 kwietnia 2021

Podsumowanie


 Czas mija tak szybko, że ledwie się obejrzę, a już minął miesiąc. Zbliżają się kolejne byle jakie święta.

Wszystko jest ostatnio byle jakie. Byle jakie nauczanie - bo edukacji zdalnej nie można nazwać sensownym nauczaniem. Dzieciaki są zmęczone. Ucichły i ... przestało im zależeć. Odzwyczaiły się od siebie. Cały dzień spędzają przed komputerem. Trochę inaczej z młodszymi. Bo tym dano szansę przez miesiąc nauki w szkole. 

Nauczyciel może stawać na głowie, klaskać uszami - to zainteresowanie wzbudzi na chwilkę i to u niewielkiej grupki. Tym dzieciakom perfidnie odebrano rok dzieciństwa, młodości. To już nie wróci.

Żyjemy na huśtawce decyzyjnej. A decyzje podejmuje rząd, który uwielbia konferencje. Taką konferencję zwołuje nawet wtedy, kiedy nie ma zupełnie nic do przekazania. Wówczas jest to trening pod hasłem gadać, byle gadać i jednocześnie nic nie powiedzieć. Na papierze pojawi się statystyka aktywności tegoż rządu. Zwołał tyle, a tyle konferencji. Taki był otwarty dla mediów, a rząd Tuska..... No.

Rząd ma plan na czas pandemii. Plan godny Nagrody Nobla. Polega na wyliczance: zamykamy, otwieramy i jakoś to będzie. I tak od roku konsekwentnie realizuje ten plan, czasami go ubarwi kolejnymi absurdami. Nie jest ważne, czy coś się sprawdza, czy nie. Jedyna partia prawa i sprawiedliwa zawsze ma rację i ma patent na wszystko. Kto myśli inaczej jest lewakiem, twardą opozycja i WROGIEM NUMER JEDEN wszystkich prawdziwych katolików, patriotów szczycących się   sztandarem: "Bóg, Honor, Ojczyzna".

Obrzydzili mi wszystko. Słowa, które jeszcze niedawno miały dla mnie ogromne znaczenie, są obecnie nic nie znaczącym, wyświechtanym sloganem, równoznacznym z potokiem przekleństw z rynsztoka.

Słowo "Bóg" wypływające z ust ludzi ziejących nienawiścią do drugiego człowieka, są bluźnierstwem, obrażają moje uczucia religijne. A słowo "honor" - cóż znaczy? Ludzie, którzy o tym mówią, za grosz honoru nie mają, a Ojczyzna jest dla nich tyle warta, co ten honor. Śmiech, śmiech, śmiech.... 

Zastanawia mnie głupota, głuchota i ślepota - ludzie jeszcze  nie widzą, tony nie brzmią im fałszywie?

Nowy "menester" od oświaty i nauki wraz ze swoją świtą przygląda się teraz podręcznikom. A mnie się chce wyć ( nie dlatego, że podręcznikami jestem zachwycona - bo nie jestem) ze śmiechu i rozpaczy zarazem. Składam ręce do pacierza i proszę: " Boże, niechaj oni zamilkną". W  dzisiejszych byle jakich czasach priorytetowe znaczenie mają sformułowania w podręcznikach, typu "prawa zwierząt" ( właśnie dowiedziałam się, że nie ma żadnych praw oprócz Boskich, a sformułowania o prawach - to ideologia) Idąc takim tokiem rozumowania, cały kodeks trzeba wywalić, bo ideologiczny i skupić się wyłącznie na prawach Boskich. I w tym wypadku się zgadzam. Kodeks byłby krótki i treściwy. 

"Menesterstwo" na rok zamknęło dzieci w domach, usadziło przed komputerem, a teraz ręce załamuje, że dzieciaki otyłe, że ruchu nie mają i.... I zaczyna szkolić nauczycieli,  aby dzieci potrafili rozruszać. Bo ministerstwo bardzo dba o młodych. Co rusz funduje im atrakcje, np. matury.  Znowu ogarnia mnie pusty śmiech przez łzy. Boiska zamknięte, siłownie zamknięte, baseny zamknięte, a na ulicach maski obowiązkowe, które utrudniają oddychanie, a najważniejszą sprawą jest wydać pieniądze na szkolenia. Uwaga, w niektórych miastach już się zaczęły. Jedno szkolenie - 10 godzin.

Wydaję rozpaczliwy krzyk: pozwólcie dzieciom biegać, pozwólcie im wrócić do szkoły. Nauczycieli szkolić nie musicie. 

Muzea i biblioteki zamknięte - bo tam takie tłumy walą.... A kościoły otwarte. Tam się nie zarażają. Ostatnio tyle ludzi przyjechało do kościoła, że aż pod moim domem parkowali. Znowu brak logiki. Bo na takim nabożeństwie nie jest się 5 minut. W szkołach śpiewać nie można - bo zaraza, a w kościele.... I to jeszcze maskę zsunie, aby lepiej było słychać jak pieje... Nie mam nic przeciwko kościołowi, brakuje mi normalności i zaspokojenia potrzeb duchowych. Jednak bądźmy konsekwentni. Jak już zamykamy, to zamykajmy wszystko i tyle. Raz a dobrze. A nie tych zamykamy, tych otwieramy.

Ktoś kiedyś na FB zadał pytanie: Jak to jest ,że fryzjerka może przyjść do gabinetu dentystki, ale dentystka nie może pójść do gabinetu fryzjerki. Obie zaś mogą pójść do kościoła. Gdzie tu logika? No właśnie.

Święta będą byle jakie, bo nie pójdę do kościoła. Na dobrą sprawę mogło by ich nie być. W TV nie oglądam nabożeństw. Mózg mój zakodował, że TV jest od rozrywki. I za grosz skupić się nie mogę. Poza tym odzwyczaiłam się już od mszy. Już mi nie brakuje.

Wielki Tydzień postanowiłam uczcić inaczej. Od 4 dni nie palę. Zaoszczędzone pieniądze wyślę do określonej fundacji na walkę z rakiem. Cierpię okropne katusze. Nie wiedziałam, że jestem tak strasznie uzależniona od nikotyny. Organizm fiksuje. Mózg próbuje mnie zmusić do zmiany decyzji. Przez pierwsze dwa dni wszędzie czułam zapach dymu papierosowego, który działał na mnie jak afrodyzjak. Nie dałam się. To doznałam skurczu w oskrzelach - nie dałam się. Mózg trochę odpuścił. Zobaczymy dzisiaj, co wymyśli, aby mnie złamać. Muszę wytrzymać do Wielkanocy. Po prostu MUSZĘ.

I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejsze pisanie. Mam nadzieję, że jutro też znajdę czas, aby zapisać to i owo.

niedziela, 1 kwietnia 2018

Wielkanoc

Święta Wielkanocne rozpoczęliśmy skoro świt, bo o 5:00 rano. Jak co roku poszliśmy na mszę rezurekcyjną. Oj nie chciało się wstawać ,ale warto było. Dzięki temu można poczuć ducha tych świąt. Uroczysta procesja, życzenia przygodnych ludzi i wreszcie uroczyste śniadanie w gronie najbliższej . Wielkanocne śniadanie zwykle przygotowuje teściowa. Do wspólnego stołu zasiada cała rodzina. Jest nas sporo.  Jest bardzo wesoło dzielimy się jajkiem. Żartujemy śmiejemy się, biesiadujemy do południa. Jest to naprawdę doskonałe spędzony czas. Potem rozchodzimy się i każdy spędza czas według własnego uznania. My mieliśmy zaproszenie do kuzynostwa. Cudownie spędzone chwile warte zapamiętania. Pierwszy dzień świąt przechodzi do historii. Fantastycznie spędzony czas.

sobota, 31 marca 2018

Brak chcenia

Nie czuję atmosfery świąt. Ani pogoda, ani nastrój. Za to kicham na potęgę.
W tym roku nie maluję tradycyjnie jaj. Nie chcę mi się. Tak wielu rzeczy mi się nie chce. Nawet się trochę zaniepokoiłam tym niechceniem. Narysowałam pisankę na papierze. To tak na rozbudzanie chcenia.

Jutro się gościmy. Pojutrze też się gościmy... We wtorek odpoczywamy, a w środę na wycieczkę.  Na samą myśl już mi się odechciewa. Wszystko mnie boli.

Oj, źle że mną? Dzisiejszej nocy miałam bardzo realne spotkanie ze wszystkimi moimi bliskimi, którzy odeszli na tamtą stronę. Był tata, mama, ciocia,brat... Cały pokój w moim rodzinnym domu wypełniony był nimi. Pokój mały, a ich było tak wielu. Tak mnie to zaniepokoiło, że się obudziłem. Nie mogę przestać o tym myśleć. Czyżby to już był czas na mnie?

I taki mam nastrój beznadziejny. A jutro święta radosne...

Składam wszystkim serdeczne życzenia.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Już po...

Minęły. Za szybko minęły. Cóż....

Przyjechali już w piątek. Starsza chora, Niuniuś jeszcze zupełnie nie wyzdrowiał. Przyjechali i zaczęło się.

Tak zaplanowałam czas, aby móc jak najwięcej poświęcić Niuniusiowi. Trzy latka, to najfajniejszy wiek. Dziecko jest ciekawe świata, mówi, zadaje mnóstwo pytań, ma zabawne, a czasem bardzo trafne spostrzeżenia.

Rozpoczęliśmy od działalności artystycznej - czyli pisanki. Potem odkryłam,że Niuniuś nie malował nigdy pędzlem. Wyruszyliśmy więc po nową przygodę. Wow, ile było radości.
W sobotę oczywiście z koszyczkiem - znowu szczęście w oczach dziecka.
Świąteczne śniadanie u moich teściów. Oczy seniorów wyrażały tyle szczęścia.... Mieli całą swoją już wielopokoleniową rodzinę przy jednym stole. Przybywa nas. Najcudowniejsze, że potrafimy się zebrać i wspólnie, radośnie spędzić czas.

A potem urodzinki Niuniusia. Przenieśliśmy się do naszego domu. Młodsza z tej okazji pięknie udekorowała salon. Był tort, przyszli goście, były śpiewy. Niuniuś był szczęśliwy. Szczęście malowało się na każdej części jego ciała. A my też byliśmy szczęśliwi. Bo szczęście potrafi się mnożyć, dzielić i udzielać.

Lany poniedziałek był kolejna przygodą dla Niuniusia. Nauczyliśmy go obsługiwać pistolet na wodę. Biegał i wołał "dyngus, dyngus".
Kto ma wyobraźnię , niechaj sobie wyobrazi... Było cudnie!

To były cudowne święta. Minęły tak szybko!

piątek, 14 kwietnia 2017

Wielkanoc

Za oknem fatalna pogoda. leje, wieje jest zimno. Zatem święta zapowiadają się przy stole, no może przy różnych stołach. Będziemy się przemieszczać. Śniadanie wielkanocne jak zwykle przygotowuje teściowa. Co roku nas przybywa. Teraz jest nas jeszcze 17 sztuk. Ale w przyszłym już będzie 18. Miło tak zasiąść razem do posiłku. Pogadać chwilę, pożartować, pośmiać się.

Potem przenosimy się do nas. Niuniuś kończy 3 latka. Zatem święta przemienią się w urodzinki.

Za chwilę przyjedzie córka ze swoją rodziną. Jak to dawniej bywało ( kiedyś z córkami, teraz do naszej artystycznej wspólnoty dołączył Niuniuś) usiądziemy przy stole i będziemy malować jajka. Technika dowolna - jak komu wygodniej. Dla Niuniusia przygotowałam specjalne narzędzia. Będzie zadowolony.

Już nie otworzę komputera.
Przygotowałam dla przyjaciół taką króciutką animację świąteczną. Dołączam z serdecznymi życzeniami.

Chociaż za oknem leje i wieje
Chociaż chmury słońce skrywają
Niechaj przy świątecznym stole
Chmurzyska uciekają
Niechaj przy świątecznym stole
Blask miłości promienieje
Niechaj ciepło będzie, niechaj dusza się śmieje.
DD

piątek, 1 kwietnia 2016

Wspomnienia poświąteczne

Oj, działo się działo. Było miło, ale się skończyło i od kilku dni krzątam się we młynie codzienności . Nie jest już miło. Targają mną emocje ostatnich zdarzeń, ale o tym później.

Teraz przenoszę się do Wielkanocy i od razu gęba się śmieje.

Wielki Piątek
Przyjechał Niuniuś. Przygotowywaliśmy razem pisanki- naklejanki. Niuniuś odkrył,że jajo pęka, jeśli się je mocno przyciśnie. Był bardzo ostrożny. Powstały arcydzieła pisankowe.

Wielka Sobota
Niuniuś pierwszy raz szedł z koszyczkiem do kościoła. Ze święconką wybraliśmy się całą siedmioosobową rodziną. Kasia niosła przygotowany koszyk i Niunius swój koszyczek mini z wybraną przez siebie cud pisanką. Jaki był szczęśliwy, kiedy mijały nas inne dzieci, a każde koszyczek miało. Każdy koszyk pięknie przystrojony.
W naszym kościele jest taki zwyczaj, że koszyki do święcenia ustawiamy przed głównym ołtarzem.
Niuniuś również zaniósł tam swój koszyczek mini i na tym radość się skończyła. Zorientował się,że każą mu odejść bez koszyka. O, Niuniuś głupi nie jest. Bez koszyka z cud pisanką nigdzie się nie ruszy i jeszcze donośny głos zaprezentuje. Trzeba go było wynieść ze świątyni. Ale przed nią dał taki popis.... Jak , kto z boku patrzył, to pomyślał,że dziecko chce do kościoła,  a wyrodni rodzice mu zabraniają. W końcu "wyrodna matka" skapitulowała i weszła z Niuniusiem ( ksiądz już zdążył poświęcić pokarmy i snuł swoje kazanie, bo proboszcz uwialbia wygłaszać kazania) podeszła do ołtarza. Niuniuś koszyk odzyskł. Mina jego była bezcenna. Oj.....
Uśmiech satysfakcji zniknął, kiedy zorientował się, że Kasia nie ma swojego koszyka. Ups.... Trza było pomóc Kasi koszyk odzyskać. Na szczęście ksiądz kazanie skończył  i Kasia koszyk odzyskała. Niuniuś przeszczęśliwy,że wszystko wróciło do normy oznajmił,że można wracać do domu.

Wielkanoc
Śniadanie wielkanocne przygotowała teściowa. Teściowie byli bardzo szczęśliwi,że udało im się ustadzić przy stole całą czteropokoleniową rodzinę (17 osób).  Przemiły czas . Cudowny czas. Jeśli ktoś mówi,że czas spędzony z rodziną jest czasem przymusu, czy straconym - znaczy,że z nim coś nie jest w porządku, albo z tą rodziną. U nas na szczeście wszystko gra.
Potem spotkania z dalszą rodziną - kuzynostwem. Było tak wesoło,że tańcami się skończyło.
Miłe to były święta.
***
A teraz martwię się o bliską mi koleżankę, która doświadczała od innej koleżanki tyle podłości... że organizm nie wytrzymał. Długotrwały stres zrobił swoje. Teraz walczy o życie i zdrowie, a ja nic nie mogę zrobić, jedynie modlić się. Najgorsze,że nawet owej podłej osobie nic powiedzieć nie mogę, bo związna jestem tajemnicą i przysięgą.

środa, 25 marca 2015

Doładowanie

Wiosna już się u nas rozgościła, a ze mnie jakby cała energia uszła. Jestem po prostu do niczego. Mobilizuję się,aby pójść do pracy i jakoś funkcjonowac. Jednakże, kiedy wracam - ani ręką, ani nogą nie jestem w stanie ruszyć.
A idą święta, czas za porządki wiosenne się zabrać... Co robić, jak sił brakuje?

Byłam u koleżanki. Takie sobie babskie spotkanie zrobiłysmy. Patrzę, a u niej błysk i dekoracje świąteczne, i ślicznie w ogóle. Powiedziała, że taką sobie machinę sprawiła, że.... że chałupkę do błysku doprowadziła.
Wróciłam do domu.... A u mnie..... u mnie jeszcze bałwany bożonarodzeniowe na kominku stoją. Może by też taką machinę sobie zafundować? - pomyślałam, licząc,że energia się we mnie obudzi. Wzięłam koleżankę i wybrałyśmy się do sklepu. Machina parowa została zakupiona i ..... I wystarczyło mi siły na tyle, by otworzyć, zobaczyć, jak wygląda i przeczytać instrukcję.
Wczoraj zdecydowałam się wypróbować na niewielkim, najbardziej zabrudzonym kawałku!
Wow!!!!!!!!!!!!!
Gdybym ja wiedziała,że to takie codo, to już wcześniej bym sobie sprawiła!

NA DZISIAJ ZAPLANOWAŁAM GENERALNE PORZĄDKI I TAK BĘDZIE DO WYCZERPANIA POMIESZCZEŃ!

wtorek, 22 kwietnia 2014

Babcia na wyłączność

W te święta nie napracowałam się w ogóle. Tak jakby w ogóle świąt nie było. W Niedzielę gościliśmy się u teściowej. Dobrze mi było, jak co roku. Zwykle w Wielkanocny Poniedziałek wszyscy zjeżdżają do mnie, ale nie tym razem.




Tym razem przygotowałam obiad , zapakowałam i wyjechaliśmy do córki zobaczyć naszego Niuniusia i przywitać się z nim. Nasz Niuniuś w niedzielę skończył caluśki tydzień.

Mówią,że jestem żoną dziadka. No dobra,tylko,że tak trochę głupio będzie,jeśli Niuniuś będzie wołal:
- Żono dziadka, pobaw się ze mną!
Ładniej brzmi "babciu" - nieprawdaż?
Poza tym jestem babcią na wyłączność, jedyną jaką Niuniuś  już ma i będzie miał. Taka babcia na wyłączność to wielka odpowiedzialność, ale i wielka frajda ( próżność przez mnie przemawia, wiem, wiem...).

Zobaczyłam Niuniusia.Zakochałam się w nim!
Jaka maleńka kruszynka!. Jaka śliczna kruszynka!. Najpiękniejsza kruszynka na świecie. Jakież śliczne minki robi, jakże cudnie się przeciąga, jakże pięknie mruczy.
Mówię Wam! Nie ma cudniejszego Niuniusia na świecie.
Kiedy babcia do niego czule mówiła, to jedno oko otworzył,żeby zobaczyć. Czyż nie jest inteligentny? Ach!!!!! Mój Niuniuś!

piątek, 18 kwietnia 2014

Wielkanoc na Kaszubach

Każdy region ma swoje zwyczaje i obrzędy związane ze świętami, porami roku. Co roku przyglądam się innemu rejonowi.

W tym roku przyszedł czas na Kaszuby. W dzieciństwie miałam okazję uczestniczyć w świętach po kaszubsku. Niektóre zwyczaje pamiętam z opowieści ojca lub ciotek. Wszystko to jednak takie jakieś rozmazane, więc postanowiłam uporządkować i uzupełnić wiedzę na ten temat.



foto
Wyglada na to, że Wielkanoc na Kaszubach  w porównaniu z innymi regionami wypada bardzo mizernie pod każdym względem. 

foto
Kaszubi byli bardzo pobożni. Pościli przez 40 dni żywiąc się żurem i solonymi śledziami. Po 40 dniach owa potrawa stała się znienawidzona, a zatem Kaszubi urządzali jej huczne pożegnanie , zwane "pogrzeb żuru i śledzia" . Ceremonia odbywała się w sobotę rano. Rybę zatykano na gałązkach, a żur wylewano, najlepiej na pole nielubianego sąsiada.




foto
Kaszubi nie przywiązywali wielkiej wagi do pisanek. U nich funkcjonowały kraszanki, jajka barwione jednolicie w naturalnych barwnikach, jak: łuski cebuli, źdźbła trawy, buraki ćwikłowe, jagody, pokrzywa, kwiart kaczeńców, łupiny orzecha. Można było uzyskać barwy: brązowe, zielone, granatowe i bordowe.


Nie wykonywali również pięknych palm. Idąc do kościoła, zrywali gałązki wierzbowe. Nie wolno ich było wcześniej wnosić do domu, dopiero po poświęceniu. Gałązki - palmy wielkanocnej miały niezwykłą moc. Zatykane były zawzwyczaj za świętymi obrazami. Taka palma miała chronić domostwo przed nieszczęściem. Wcześniej, gospodarz gładził nią zwierzęta, aby były zdrowe przez cały rok. 
Po roku taka palma była palona, a popiół z niej stanowił lekarstwo - niestety, nie wiem na co, pewnie było uniwersalne. 

Święconka na Kaszubach to zwyczaj bardzo młody. Wcześniej nikt ze święconką nie chodził do kościoła. 
A śniadanie wielkanocne - najuboższe ze wszystkich regionów.
Tradycyjnie była to jajecznica na boczku. Ha! Dla nich - to było królewskie danie, zważywszy,że przez 40 dni jedli żur i śledzie. Obecnie wygląda to już inaczej. Podczas świątecznego śniadania jajko jest dzielone na tyle części, ile domowników siedzi przy stole.

Plik:Chrystus Frasobliwy, Bernardyni, Kraków.jpg
foto
Oto inne zwyczaje i obrzędy kaszubskie.
W Wielki Piątek, to dzień oficjalnego płaczu zwany Płaczebóg. Wedle przekazów Jezus płakał , to i ludzie w tym dniu płakać powinni. 
Młodzi chłopcy chodzą dookoła kościoła i kołaczą kołatkami. Tym kołataniem mają odstraszyć złe duchy od grobu Chrystusa.

W Wielką Sobotę, krótko przed liturgią, rozpalano ognisko, do którego wrzucano węgiel. Następnie rozżarzone węgle przenoszono do domu i rozpalano pod kuchnią -miało to zapewnić szczęście domowi. A popiół z tych węgielków spalonych w ognisku rozrzucano wokół domu, jako ochronę przed piorunami.

W wielkanocny poranek Kaszubi biegli do jeziora, albo pobliskiej rzeki, aby obmyć twarz. Ten obrządek miał zapenić im urodę, piękną cerę oraz chronić przed chorobami, szczególnie gardła i skóry. Idąc do wody  i z powrotem człek nie mógł rozmawiać ani oglądać się za siebie.

Matki przed rezurekcją kazały boso biegać dzieciakom po trawie, żeby się zahartowały i nie chorowały cały rok.

foto
W Wielkanocny Poniedziałek Kaszubi nie lali wody, ale "chłostali" się rózgami. Najczęśiej to były rózgi z jałowca. Chłopaki zbierali się przed domem panienek o świcie, następnie zakradali się i... po nogach... Za tę usługę żądali zapłaty w jajach. Rzekomo było to przekazywanie sobie sił witalnych przyrody. Osobiście przeżyłam taki dyngus. To wcale nie jest miłe i przyjemne dostać taką kłującą rózgą.

Wyobraźcie sobie,że intensywność "dyngusowania" świadczyła o powodzeniu, dlatego panny chętnie poddawały się temu rytuałowi i poddają do dnia dzisiejszego, gdyż zwyczaj ten przetrwał i ma się dobrze.
Wtorek po świętach był dniem rewanżu. W tym dniu  dziewczyny dyngusowały chłopaków.

Na Kaszubach chodził zając , który rozdawał dzieciom jajeczka - cukierki. Tylko dzieciaki musiały najpierw gniazdko dla zająca przygotować. 

Tak mało wiemy o zwyczajach naszego kraju. A są tak różnorodne, tak barwne, tak ciekawe. Szkoda by zginęły. Warto je ocalić od zapomnienia.






czwartek, 28 marca 2013

O zajęczym gniazdku

Wkrótce Wielkanoc. W tym roku jakoś nie czuję tych świąt.
Aż dziwne.
Postanowiłam obudzić się z letargu i wówczas ożyły wspomnienia. z dzieciństwa.

Kiedy byłam mała czasami święta wielkanocne spędzaliśmy na jednej z kaszubskich wsi u brata mojego ojca. Uwielbiałam tam jeździć. Tam było zawsze wesoło. Stryj miał sześcioro dzieci i ja.... To już niezła gromadka. Do nas zwykle dochodziła jeszcze o rok młodsza ode mnie kuzynka, którą dowoził drugi brat ojca.
W Wielką Sobotę dorośli kończyli przygotowania do świąt, a dzieciarnia,żeby nie przeszkadzała musiała dostać jakieś zajęcie.
Ciotka zwołała nas do sieni. Przyniosła najróżniejsze materiały papiernicze, słomę, jakieś sianko w woreczku.
foto z internetu
- Święta idą. Trza gniazdko dla zająca zrobić.
Ha! I zaczynało się wielkie twórcze szykowanie, plecenie, wycinanie klejenie. Każde dziecko miało zrobić własne gniazdko. Do najpiękniejszego wielkanocny zajączek najwięcej jajeczek miał włożyć. A to była najlepsza motywacja dla dzieci.
Taka praca trwała kilka godzin. Kiedy skończyliśmy, najstarsza z nas powiedziała:
- Teraz ustawimy gniazdka na stole od najstarszego twórcy do najmłodszego. Tak będzie sprawiedliwie.
Wszyscy się zgodziliśmy oprócz M, najmłodszej z nas. Ona poczuła się urażona,że jej gniazdko ostatnie będzie. Pewnie myślała,że najmniej cukierków- jajeczek dostanie. Chwyciła swoje gniazdko i pobiegła gdzieś do stodoły wykrzykując:
- Zajączek moje gniazdko znajdzie i do was już nie dotrze!
Przyznam ,że nie zrobiło to na nas żadnego wrażenia, bowiem wszyscy wiedzieliśmy,że  tym Zajączkiem są nasi rodzice. Ona najwyraźniej w owego Zajączka wierzyła.

Nadszedł czas zajęczych prezentów. Pobiegliśmy do sieni. A tam w każdym gniazdku kolorowe jajeczka. Nawet ów Zajączek jedno gniazdko nieustrojone dostawił i jajeczka do niego włożył. Dobiegliśmy każdy do swojego gniazdka, aby słodkości policzyć ( to, ile jajeczek było w gnieździe miało ogromne znaczenie - zwykle było po tyle samo). M pobiegła do stodoły. Wróciła ze swoim pustym gniazdkiem zapłakana. Nie pomogły tłumaczenia,że Zajączek nie miał czasu, że dla niej w sieni w owej nieustrojonej miseczce jajeczka zostawił.

Nie wiem dlaczego, ale to wspomnienie właśnie ożyło. Dziwne, bo w moim domu we współczesnych czasach  już nie robi się gniazda dla Zajączka, ba, moje dzieci tego zwyczaju nie znają.
Bo i sieni nie mieliśmy, bo i.....
I tak mi się trochę smutno zrobiło...
No cóż....
Ale w przyszłości kiedyś moim wnukom ....