Są takie miejsca, których nie da się ocenić po zdjęciach w internecie. Trzeba je po prostu poczuć. Tak właśnie było z San Marino. Wiedziałam, że będzie ładnie, ale nie przypuszczałam, że wyjadę stamtąd z myślą: „Ja tu jeszcze wrócę.”
Od samego rana żar lał się z nieba. Termometr pokazywał 35 stopni, a kamienne uliczki oddawały ciepło z każdej strony. Co chwilę szukałam kawałka cienia i butelki zimnej wody, ale... ani przez moment nie pomyślałam, żeby skrócić zwiedzanie. Było zbyt pięknie.
Lubię miejsca z duszą. Takie, które mają swoją historię i nie próbują nikomu niczego udowadniać. San Marino właśnie takie jest. Maleńkie państwo otoczone przez Włochy, a jednocześnie najstarsza republika świata. Podobno wszystko zaczęło się w 301 roku, kiedy kamieniarz Marinus uciekł tu przed prześladowaniami i założył niewielką wspólnotę. Trudno uwierzyć, że przez ponad siedemnaście wieków to państwo zachowało swoją niezależność. Spacerując po jego uliczkach, naprawdę ma się wrażenie, że historia wciąż tu mieszka.
Największą przyjemność sprawiło mi jednak zwykłe włóczenie się bez planu. Zaglądanie do małych sklepików, zatrzymywanie się co kilka minut tylko po to, żeby popatrzeć na panoramę. Widoki z góry Monte Titano są po prostu bajeczne. Gdzieś daleko błyszczy Adriatyk, a wokół rozciągają się zielone wzgórza. Można stać i patrzeć bez końca.
Przyznam, że zaskoczyło mnie też coś bardzo praktycznego. Wiele osób mówiło, że w San Marino warto zrobić zakupy, ale nie spodziewałam się, że różnice w cenach będą aż tak zauważalne. W wielu sklepach pamiątki, perfumy czy galanteria kosztowały mniej niż we Włoszech. To miły bonus, choć dla mnie największą pamiątką i tak pozostaną wspomnienia.
Usiadłam na chwilę w niewielkiej kawiarni, zamówiłam espresso i po prostu obserwowałam ludzi. Jedni robili zdjęcia, inni niespiesznie spacerowali, ktoś grał na ulicy. Pomyślałam wtedy, że właśnie za takie chwile kocham podróże. Nie za odhaczanie atrakcji z przewodnika, ale za ten moment, kiedy nigdzie się nie spieszysz i czujesz, że jesteś dokładnie tam, gdzie powinnaś być.
Jeśli będziecie wypoczywać na włoskim wybrzeżu i zastanawiać się, czy poświęcić jeden dzień na San Marino, nie wahajcie się ani chwili. To nie jest miejsce, które tylko się zwiedza. To miejsce, którego się doświadcza. A później... długo się o nim pamięta.
Ja na pewno będę.













