Przyszedł w końcu ten dzień. A właściwie zostały jeszcze dwa dni.
Dwa dni i pożegnam się ze szkołą, w której zostawiłam 27 lat mojego życia. To bardzo dużo czasu. To tutaj dorastałam jako nauczycielka, rozwijałam się, rozkwitałam, podejmowałam wyzwania, realizowałam pomysły i robiłam rzeczy, z których do dziś jestem dumna.
To była szkoła, do której po prostu lubiłam przychodzić. Lubiłam spotykać ludzi, rozmawiać z nimi, wspólnie coś tworzyć, organizować przedsięwzięcia. Tliło się w niej życie. Była energia, radość i poczucie, że można na siebie liczyć.
A potem zmieniła się dyrekcja. I zmieniło się wszystko.
Z czasem szkoła przestała być miejscem, które dawało ludziom radość i poczucie bezpieczeństwa. Zaczęliśmy się od siebie oddalać. Ludzie zaczęli odchodzić. Najpierw dziewięć osób, potem siedem. W tym roku kolejni nauczyciele żegnają się ze szkołą, inni odchodzą na urlopy zdrowotne, jeszcze inni szukają dla siebie nowego miejsca.
W pewnym momencie po mieście zaczęła krążyć opinia, że z naszej szkoły nauczyciele po prostu uciekają. Podobno nawet pojawiły się ograniczenia w przyjmowaniu ich do innych miejskich szkół. Nie wiem, ile w tym było oficjalnych decyzji, a ile krążących opinii. Wiem natomiast jedno: jeżeli ludzie masowo odchodzą z miejsca pracy, warto zadać sobie pytanie – dlaczego?
Najbardziej boli mnie jednak coś innego.
Kiedyś szkoła była kolorowa. Jej ściany zdobiły prace dzieci. Dzieci cieszyły się, że ich rysunki, projekty i pomysły są częścią tego miejsca. Szkoła żyła ich twórczością.
Dzisiaj jest elegancka. Stonowana. Czarne ściany, gotowe dekoracje kupione w sklepie, piękne cytaty mające mówić o wartościach.
Tylko że czasami można mieć piękne ściany i jednocześnie bardzo puste wnętrze.
Przez ostatni rok bardzo trudno było mi tam chodzić. Zmuszałam się. Na szczęście miałam wspaniałą klasę i dobrych rodziców. Kiedy zamykałam drzwi swojej sali, świat trochę się zmieniał. Byli moi uczniowie, ich energia, pytania, pomysły, śmiech. Tam mogłam być sobą.
A potem trzeba było wyjść.
I jak najszybciej znaleźć się na powietrzu.
Czasami prowadziłam lekcje poza budynkiem tylko po to, żeby nie być w środku. Bo atmosfera tego miejsca stała się dla mnie przytłaczająca.
I wiecie co?
Wcale nie wydarzyło się tam ze mną nic strasznego. Otrzymywałam nagrody, byłam doceniana, spotykałam życzliwych ludzi. Nie mogę powiedzieć, że wszystko było złe.
A jednak coś było nie tak.
Może czasami nie trzeba mieć jednego wielkiego powodu. Czasami wystarczy przez lata obserwować, jak miejsce, które kiedyś dawało energię, powoli ją odbiera.
Wczoraj weszłam do szkoły.
Myślałam, że poczuję ścisk w gardle. Przecież za chwilę ostatnia rada pedagogiczna, ostatnie dni, pożegnanie z miejscem, w którym spędziłam 27 lat.
Nie poczułam niczego takiego.
Poczułam... radość.
Radość, że już nie będę musiała tam wchodzić.
I chyba właśnie wtedy zrozumiałam, że moja decyzja jest właściwa.
Zobaczyłam też, że moje koleżanki przygotowują mały kącik dla nauczycielek. Maleńkie pomieszczenie, które przez 27 lat było schowkiem na szczotki i wiadra dla sprzataczek. Mały, ciemny schowek prztoalecie chłopięcej. Teraz ma być miejscem, w którym nauczycielki ew mogą zrobić sobie kawę czy herbatę. Bo w sali nie wolno, a kantorki przeksztalcono w sale.
To tylko metr kwadratowy pomieszczenia bez okna i wentylacji.
Ale czasami taki jeden metr kwadratowy mówi o szacunku do człowieka więcej niż niejeden piękny cytat na ścianie.
I chyba powiem o tym na ostatniej radzie.
Bo można mieć nowoczesny budynek, designerskie dekoracje i piękne hasła o wartościach. Ale żadna szkoła nie będzie dobra, jeśli nie będzie w niej szacunku do ludzi, którzy ją tworzą.
Szkołę tworzą nie ściany. Nie dekoracje. Nie cytaty.
Tworzą ją ludzie.
Dlatego nie odchodzę ze smutkiem.
Odchodzę z poczuciem, że zamykam pewien rozdział.
Był to ważny rozdział. Piękny. Pełen pracy, pomysłów, sukcesów, przyjaźni, dziecięcego śmiechu i wielu niezapomnianych chwil. Jestem wdzuęczna
Ale wszystko ma swój czas.
Teraz zaczynam zupełnie nowy etap życia.
Nie wiem jeszcze dokładnie, dokąd mnie zaprowadzi. Wiem tylko, że chcę znowu poczuć lekkość. Chcę mieć przestrzeń na pomysły, ludzi, którzy dają energię, i miejsca, w których można po prostu być sobą.
Po 27 latach zamykam drzwi tej szkoły.
I mam ogromną nadzieję, że za tymi drzwiami naprawdę rozwinę skrzydła.
Bo czasami odejście nie jest końcem.
Czasami jest początkiem.





