Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

niedziela, 19 lipca 2026

Haus im Ennstal – pierwsze wrażenia


Dotarliśmy do Haus im Ennstal i już od pierwszych chwil wiemy, że to był świetny wybór. Cudowne góry, niesamowity klimat i wreszcie można naprawdę odetchnąć. Temperatura około 20°C – idealna na aktywny wypoczynek i relaks. Świeże, górskie powietrze sprawia, że chce się spacerować bez końca.


A nasz apartament? Po prostu marzenie! Piękne wnętrze, komfort, cisza i widoki, które zachwycają od pierwszego spojrzenia.

Zapowiada się fantastyczny pobyt. Przed nami dni pełne górskich wędrówek, odpoczynku i odkrywania uroków austriackich Alp. Już nie możemy się doczekać kolejnych przygód!

Haus im Ennstal - to  malownicza alpejska miejscowość położona w austriackiej Styrii, u podnóża masywu Dachstein. Zachwyca spokojem, pięknymi krajobrazami i doskonałymi warunkami do aktywnego wypoczynku przez cały rok. Latem przyciąga miłośników górskich wędrówek, rowerów i krystalicznie czystego powietrza, a zimą zamienia się w raj dla narciarzy dzięki ośrodkowi Schladming-Dachstein.

Ciekawostki:  Haus im Ennstal leży u stóp masywu Dachstein, wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Z miejscowości można łatwo dostać się kolejkami na liczne szlaki z zapierającymi dech w piersiach panoramami Alp.

  •  Region oferuje setki kilometrów tras pieszych i rowerowych o różnym stopniu trudności.

  •  Latem temperatury są przyjemne, a górskie powietrze i zielone łąki zapewniają idealne warunki do odpoczynku od miejskiego zgiełku.

  •  Zimą okolica jest częścią jednego z największych regionów narciarskich w Austrii – Schladming-Dachstein, znanego z organizacji zawodów Pucharu Świata.

To miejsce, w którym natura, cisza i alpejski klimat tworzą idealne warunki do prawdziwego relaksu – niezależnie od pory roku.


piątek, 17 lipca 2026

Cesenatico

 


Znasz to uczucie, kiedy ufasz przewodnikom (albo, o zgrozo, nowoczesnym asystentom AI!), jedziesz w „magiczne miejsce”, a na miejscu masz ochotę po prostu usiąść i zapłakać ze zmęczenia? No to usiądźcie wygodnie, bo mam dla Was opowieść o tym, jak dałam się złapać w podróżniczą pułapkę.


Zaczęło się od obietnicy. Piękny, historyczny kanał zaprojektowany przez samego Leonarda da Vinci. Włoska perełka, którą po prostu TRZEBA zobaczyć. No to ruszyliśmy z mężem z naszej spokojnej Cattolici w ten okrutny, lipcowy upał. Efekt? Stracony czas, potworne zmęczenie i wielkie rozczarowanie. Nawigacja nas prowadziła. Udało się znaleźć miejsce do parkowania. I.... Marsz w upale po wymarzone widoki.
Ten słynny, „malowniczy” kanał okazał się zwykłym, be rowem. Poważnie? W Polsce mamy dziesiątki piękniejszych rzek. Nasza Słupia ze swoimi dzikimi zakolami, zielonymi brzegami i naturalnym szumem bije to włoskie dzieło inżynierii na głowę. Do naszej natury temu czemuś jest po prostu nieskończenie daleko. Na dodatek krajobraz wokół wcale nie powalał – pośród zwykłych, brzydkich budynków stał tam wciśnięty jeden, samotny wieżowiec. Wyglądał tak komicznie i niedorzecznie, że aż przecieraliśmy oczy ze zdumienia.
Plaże? Owszem, ładne, ale dokładnie takie same jak u nas w Cattolici. Wielkie koło młyńskie na promenadzie? Też żadna nowość. Pełne rozczarowanie. 
Absolutnym hitem wyjazdu okazała się przerwa na kawę. Marzyło nam się coś chłodnego, więc usiedliśmy w marokańskiej restauracji i zamówiliśmy kawę mrożoną. I tu nastąpiła komiczna porażka. Pan kelner z dumną miną przyniósł nam... klasyczne, gorące espresso na jeden łyczek. Zszokowani patrzymy po sobie, a pan po chwili wraca i z uśmiechem stawia przed nami szklankę zimnej wody, prosto z kranu. Oto włosko-marokańska „kawa mrożona” w wersji zrób-to-sam!
Zamiast romantycznego uniesienia, dostaliśmy lekcję podróżniczej pokory, spocone ubrania i espresso popite kranówką.
Włoskie dolce vita bywa piękne, ale ta wycieczka utwierdziła mnie w jednym: nie wszystko, co reklamują w folderach, ma w sobie autentyczną duszę. Czasem największe skarby i najpiękniejszą naturę mamy pod samym nosem, w kraju. A do Cesenatico? Cóż, na pewno już nie wrócę.
Po powrocie postanowiłam jeszcze raz sprawdzić i co? GPS wyprowadził na na manowce. Pokazał nam kanał, ale nie ten, który chcieliśmy zobaczyć. Ach ta technologia.
Tutaj foto tego prawdziwego: 
https://share.google/images/MLtCCn5Q19x451s5H

czwartek, 16 lipca 2026

Santarcangelo di Romagna


Są takie miejsca, do których jedzie się bez wielkich oczekiwań, a wraca z głową pełną pięknych wspomnień. Dla mnie takim odkryciem okazało się Santarcangelo di Romagna – niewielkie miasteczko oddalone zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Cattoliki. Już od pierwszych chwil poczułam, że to miejsce ma w sobie coś wyjątkowego. Nie ma tu pośpiechu ani zgiełku nadmorskich kurortów. Są za to brukowane uliczki, kolorowe okiennice, kamienne domy, mnóstwo kwiatów i ten niepowtarzalny włoski klimat, który sprawia, że chce się zwolnić i po prostu chłonąć każdą chwilę.



Spacerując po starym mieście, co chwilę odkrywaliśmy kolejne urocze zakątki. Nad miasteczkiem górują pozostałości twierdzy Malatestów, z której rozciąga się piękny widok na okolicę. Po drodze mijaliśmy niewielkie place, klimatyczne kawiarnie i restauracje, z których dochodził zapach świeżo pieczonej piadiny i włoskiej kawy. Tutaj naprawdę można poczuć codzienne życie mieszkańców Romanii.

Najbardziej zaintrygowały mnie jednak tajemnicze podziemia wykute w miękkiej skale tufowej. Do dziś nie wiadomo, w jakim celu powstały. Jedni twierdzą, że przechowywano w nich żywność i wino, inni są przekonani, że pełniły funkcję schronienia lub miejsc kultu. Ta odrobina tajemnicy dodaje Santarcangelo jeszcze więcej uroku.

Miasteczko słynie również z doskonałej kuchni i jednego z najważniejszych festiwali teatralnych we Włoszech. Nawet jeśli nie traficie tu w czasie festiwalu, warto usiąść przy stoliku jednej z lokalnych restauracji, zamówić kieliszek regionalnego wina i po prostu cieszyć się chwilą.

Po raz kolejny przekonałam się, że najpiękniejsze wspomnienia z podróży rodzą się często z miejsc, których nie znajdziemy na pierwszych stronach przewodników. Santarcangelo di Romagna nie olśniewa ogromnymi zabytkami ani tłumami turystów. Zachwyca spokojem, autentycznością i atmosferą, która sprawia, że trudno stąd wyjechać.

Jeśli będziecie wypoczywać w Cattolice lub okolicach Rimini, koniecznie zaplanujcie kilka godzin właśnie tutaj. Jestem pewna, że – podobnie jak ja – zakochacie się w tym miasteczku od pierwszego spaceru.

Jeśli chcesz, mogę również napisać krótszą, bardziej gawędziarską wersję – w stylu pamiętnika z podróży, podobnym do wpisów o San Marino i Urbino.