Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

niedziela, 21 czerwca 2026

Różaniec – podróż przez wieki

 


Czy zastanawialiście się kiedyś, skąd właściwie wziął się różaniec? Dlaczego właśnie róża stała się jego symbolem i dlaczego od wieków towarzyszy modlitwie milionów ludzi?

Historia róży jest znacznie starsza niż chrześcijaństwo. Już w starożytnej Grecji i Rzymie była symbolem piękna, miłości, odrodzenia i tajemnicy. Ozdabiano nią świątynie, składano ją w ofierze bogom, a podczas święta Rosalia dekorowano różami groby bliskich. Róża była znakiem pamięci, szacunku i nadziei, że życie nie kończy się wraz ze śmiercią.

Przez wieki symbol ten nie zniknął. Przeciwnie – nabierał nowych znaczeń. W chrześcijaństwie róża stała się symbolem Maryi. Nazywano ją „Różą Duchowną”, „Różą Mistyczną”, a każdą modlitwę odmawianą z wiarą porównywano do róży składanej u Jej stóp. Stąd właśnie pochodzi nazwa „różaniec” – duchowy wieniec róż.

Sam różaniec również dojrzewał przez stulecia. Zrodził się z potrzeby prostych ludzi, którzy nie potrafili czytać psalmów odmawianych przez mnichów. Liczyli więc modlitwy na sznurkach i paciorkach, powierzając Bogu swoje troski, lęki i nadzieje. Z czasem powstała modlitwa, którą znamy dzisiaj.

Dla jednych różaniec jest tradycją wyniesioną z domu rodzinnego. Dla innych ratunkiem w trudnych chwilach. Są tacy, którzy sięgają po niego tylko od czasu do czasu, i tacy, którzy nie wyobrażają sobie bez niego dnia. Niezależnie od tego, jak często go odmawiamy, trudno nie zauważyć, że niesie ze sobą coś wyjątkowego – wyciszenie, skupienie i poczucie, że nie jesteśmy sami ze swoimi problemami.

W świecie pełnym pośpiechu różaniec uczy zatrzymania. W świecie pełnym hałasu przypomina o ciszy. W świecie pełnym niepewności pomaga odnaleźć nadzieję. Nie zmienia rzeczywistości za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale zmienia człowieka, który się modli. Daje siłę, by przetrwać trudny czas, podjąć właściwą decyzję, znaleźć spokój tam, gdzie wcześniej był tylko lęk.

Można różnie patrzeć na historię różańca, jego początki i symbole, które towarzyszyły ludziom przez tysiące lat. Jedno jednak pozostaje niezmienne – siła wiary i modlitwy. To one sprawiają, że zwykłe paciorki stają się dla wielu ludzi drogą do wewnętrznego pokoju, źródłem nadziei i wsparciem w chwilach, gdy najbardziej tego potrzebują.

Bo czasem największa siła kryje się właśnie w prostych słowach powtarzanych z ufnością i sercem pełnym wiary. 

sobota, 13 czerwca 2026

ZAPOLSKA SUPERSTAR” – premiera, która zostaje w głowie

 


Wczorajszy wieczór w Nowym Teatrze w Słupsku na premierze „ZAPOLSKA SUPERSTAR” w reżyserii Miry Mańki był dla mnie jednym z tych teatralnych spotkań, które nie kończą się po wyjściu z sali.

To nie jest klasyczna opowieść biograficzna. Zapolska zostaje tu rozbita na kilka odsłon, jakby jedna wersja jej życia po prostu nie wystarczała. Do tego świat męskich figur epoki – ojciec, Sienkiewicz i inni – którzy ją obserwują, oceniają, próbują „ustawić”.

I właśnie w tym rozbiciu dzieje się coś bardzo mocnego.

Scena „pielgrzymki wokół parku”, w roli ojca Zapolskiej Krzysztof Kluzik była absolutnie poruszająca. Prosty zabieg, a tyle znaczeń – zamknięcie w schematach, ciężar wychowania, emocje, które nie potrzebują wielkich słów. Zagrane z ogromnym wyczuciem i spokojem, który aż gęstniał na scenie.

Samą Zapolkską grały trzy aktorki. Fantastyczny pomysł pokazania jak zlożoną postacią byla Gabi ( tak ją nazywano).

Szczególnie zapamiętam Katarzynę Pałkę – niemal bez słów. Ciche powtarzane frazy ( scena z rezyserem) , szept, minimalny ruch… i niesamowita siła przekazu. To była rola, która działała ciszą. Mistrzostwo.

Wszystkie trzy aktorki  stworzyły coś bardzo spójnego i jednocześnie różnego – genialny pomysł i świetne wykonanie.

Zachwycił mnie Igor Chmielnik jako Sienkiewicz. Świetna, wyrazista rola. Inteligentna, momentami ironiczna, pokazująca dystans i „ważność” epoki. Bardzo celne i mocne aktorskie ujęcie tej postaci.

Najbardziej zostaje we mnie to, że ten spektakl nie próbuje opowiedzieć o Zapolskiej „ładnie i równo”. On ją mnoży, rozbija, pokazuje w pęknięciach.

Raz jest głośna, raz cicha. Raz walczy, raz znika. Ale zawsze jest prawdziwa.

To teatr, który nie daje prostych odpowiedzi – raczej zostawia obrazy, które wracają jeszcze długo po premierze.

Dla mnie to był bardzo intensywny, dobry wieczór w teatrze. Taki, który przypomina, że czasem najmocniej działa to, co niewypowiedziane.

#zapolskasuperstar #nowyteatrsłupsk #teatr #premiera #kultura #słupsk

wtorek, 2 czerwca 2026