Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

czwartek, 16 lipca 2026

Santarcangelo di Romagna


Są takie miejsca, do których jedzie się bez wielkich oczekiwań, a wraca z głową pełną pięknych wspomnień. Dla mnie takim odkryciem okazało się Santarcangelo di Romagna – niewielkie miasteczko oddalone zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Cattoliki. Już od pierwszych chwil poczułam, że to miejsce ma w sobie coś wyjątkowego. Nie ma tu pośpiechu ani zgiełku nadmorskich kurortów. Są za to brukowane uliczki, kolorowe okiennice, kamienne domy, mnóstwo kwiatów i ten niepowtarzalny włoski klimat, który sprawia, że chce się zwolnić i po prostu chłonąć każdą chwilę.



Spacerując po starym mieście, co chwilę odkrywaliśmy kolejne urocze zakątki. Nad miasteczkiem górują pozostałości twierdzy Malatestów, z której rozciąga się piękny widok na okolicę. Po drodze mijaliśmy niewielkie place, klimatyczne kawiarnie i restauracje, z których dochodził zapach świeżo pieczonej piadiny i włoskiej kawy. Tutaj naprawdę można poczuć codzienne życie mieszkańców Romanii.

Najbardziej zaintrygowały mnie jednak tajemnicze podziemia wykute w miękkiej skale tufowej. Do dziś nie wiadomo, w jakim celu powstały. Jedni twierdzą, że przechowywano w nich żywność i wino, inni są przekonani, że pełniły funkcję schronienia lub miejsc kultu. Ta odrobina tajemnicy dodaje Santarcangelo jeszcze więcej uroku.

Miasteczko słynie również z doskonałej kuchni i jednego z najważniejszych festiwali teatralnych we Włoszech. Nawet jeśli nie traficie tu w czasie festiwalu, warto usiąść przy stoliku jednej z lokalnych restauracji, zamówić kieliszek regionalnego wina i po prostu cieszyć się chwilą.

Po raz kolejny przekonałam się, że najpiękniejsze wspomnienia z podróży rodzą się często z miejsc, których nie znajdziemy na pierwszych stronach przewodników. Santarcangelo di Romagna nie olśniewa ogromnymi zabytkami ani tłumami turystów. Zachwyca spokojem, autentycznością i atmosferą, która sprawia, że trudno stąd wyjechać.

Jeśli będziecie wypoczywać w Cattolice lub okolicach Rimini, koniecznie zaplanujcie kilka godzin właśnie tutaj. Jestem pewna, że – podobnie jak ja – zakochacie się w tym miasteczku od pierwszego spaceru.

Jeśli chcesz, mogę również napisać krótszą, bardziej gawędziarską wersję – w stylu pamiętnika z podróży, podobnym do wpisów o San Marino i Urbino.

środa, 15 lipca 2026

Rimini


 Dziś we Włoszech znów panował prawdziwy żar. Termometry nie miały dla nas litości, ale przecież szkoda siedzieć w miejscu, kiedy tuż obok czeka kolejne ciekawe miasto. Wpadliśmy więc na pomysł, aby wybrać się pociągiem do Rimini. Muszę przyznać, że włoska kolej naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła – pociągi kursują bardzo sprawnie, a podróż z Cattoliki trwa zaledwie kilkanaście minut. Bilet kosztuje tylko 2,70 euro, więc trudno o tańszą i wygodniejszą wycieczkę.


Na miejscu przywitał nas jednak upał, który dosłownie odbierał siły. Zamiast spokojnego zwiedzania szukaliśmy cienia, klimatyzowanych kawiarni i zimnych napojów. Czasami podróże właśnie takie są – plan planem, a pogodę trzeba po prostu zaakceptować. Rimini zostawiło nam jednak niedosyt i wiem, że kiedyś chętnie wrócę tu wiosną albo jesienią, aby odkryć je bez trzydziestokilkustopniowego skwaru.


Większości osób Rimini kojarzy się z szerokimi plażami i wakacyjnym życiem, ale to miasto ma znacznie dłuższą historię. Powstało ponad dwa tysiące lat temu jako rzymska kolonia i do dziś można podziwiać imponujący Łuk Augusta – najstarszy zachowany łuk triumfalny w północnych Włoszech. Niedaleko znajduje się również Most Tyberiusza, który mimo blisko dwóch tysięcy lat wciąż służy mieszkańcom. Spacer po historycznym centrum prowadzi na Piazza Cavour z eleganckimi pałacami i klimatycznymi uliczkami pełnymi restauracji oraz niewielkich sklepików.


Rimini to także rodzinne miasto słynnego reżysera Federico Felliniego. Jego twórczość do dziś jest tu obecna, a specjalne muzeum i liczne nawiązania w przestrzeni miasta przypominają o jednym z najwybitniejszych twórców światowego kina. Warto wiedzieć, że tutejsza plaża ciągnie się przez około 15 kilometrów i od lat należy do najpopularniejszych nad Adriatykiem.


Choć tym razem słońce wygrało ze zwiedzaniem, wyjazdu wcale nie żałuję. Czasem wystarczy usiąść przy filiżance włoskiej kawy, obserwować leniwie płynące wakacyjne życie i poczuć atmosferę miejsca. A Rimini? Ono jeszcze poczeka. Jestem pewna, że kiedyś wrócę tutaj w bardziej łaskawą pogodę i wtedy odkryję wszystkie jego uroki.

wtorek, 14 lipca 2026

Gradara

 


Są takie miejsca, do których jedzie się z myślą: „Zobaczymy, czy rzeczywiście są takie piękne, jak mówią”. Gradara okazała się właśnie takim miejscem. Już sama podróż z Cattoliki była świetną przygodą. Zamiast autobusu wybraliśmy turystyczną ciuchcię. Powiem Wam – czułam się jak dziecko w wesołym miasteczku!  Wiatr we włosach, słońce nad głową i ten wakacyjny luz... Bilet w obie strony kosztował 10 euro i dla samej atmosfery tej przejażdżki było warto.


A potem... wystarczyło przejść przez średniowieczną bramę i nagle zrobiło się tak, jakby ktoś cofnął wskazówki zegara o kilkaset lat. Kamienne uliczki, domy tonące w kwiatach, maleńkie sklepiki pachnące lokalnymi przysmakami i restauracyjki, z których dochodził zapach włoskiej kuchni. Tutaj naprawdę nie trzeba się spieszyć. Najlepiej po prostu zgubić się w tych zaułkach i pozwolić, by miasteczko samo opowiedziało swoją historię.


Nad wszystkim góruje potężny zamek, który rozsławiła jedna z najbardziej tragicznych historii miłosnych we Włoszech – to właśnie tutaj, według legendy, rozgrywał się dramat Paola i Franceski, zakochanych uwiecznionych przez Dantego w „Boskiej Komedii”. Nic dziwnego, że Gradarę nazywa się miasteczkiem zakochanych. Jest w niej coś magicznego – może to stare mury, może cisza, a może świadomość, że przez wieki niewiele się tutaj zmieniło. Wejscie na zamek 10 euro.


Kiedy stanęłam na murach obronnych i spojrzałam na falujące wzgórza Marche, pomyślałam, że właśnie dla takich chwil warto podróżować. Gradara nie krzyczy, nie epatuje atrakcjami. Ona po prostu zachwyca. Powoli. Dyskretnie. I zostaje w pamięci na długo. Jeśli będziecie w Cattolice, koniecznie poświęćcie jej kilka godzin. Jestem pewna, że wrócicie z takim samym uśmiechem jak ja.