Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

poniedziałek, 18 lipca 2022

MIASTA CHORWACJI - OMIS

 


Kolejną perełką odkrytą przez nas jest miasteczko  Omis. 


Miasteczko wciśnięte między skały a morze.  Po prostu cudne. 


Bardzo klimatyczne. O zabytkach można poczytać w Internecie, ja skupię się na moich wrażeniach. 


Kiedy żar lał się z nieba, właśnie w Omisie mogliśmy znaleźć cień pośród bardzo klimatycznych uliczek.  

Nie miałam ochoty wyjeżdżąć.



niedziela, 17 lipca 2022

MIASTA CHORWACJI - HVAR

 


Kolejnym przystankiem była wyspa Hvar i miasto Hvar. Z ogromnym zaciekawienie przyglądałam się jak wyłania się zza horyzontu.

Hvar to wąska, długa wyspa licząca ponad 11 tysięcy mieszkańców. Porośnięta jest między innymi lawendą i znana jest również "lawendową wyspą". Niestety nie dane mi było podróżować po wyspie. Łódź zatrzymała się w mieście Hvar. Tutaj mieliśmy ponad 2 godziny czasu wolnego.


Ledwie postawiłam stopę na lądzie, a już wiedziałam, że zakochałam się od pierwszego wejrzenia w tym mieście, które wydało mi się niczym wyjęte z egzotycznych opowieści. Żar lejący się z nieba przestał przeszkadzać.


Miasto zostało założone w 384 r. p.n.e . Ma długą i ciekawą historię. Niegdyś stanowiło część Imperium Weneckiego i było bardzo ważną bazą morską aż do XVIII wieku. Wenecjanie przenieśli swoją bazę do Kotoru w Czarnogórze.  W Kotorze zakochałam się przed laty. 


Teraz wiem, dlaczego moje serce zabiło na widok miasta Hvar.


Hvar posiada łagodny klimat, przeciętnie 25 stopni C, ale kiedy ja tam przybyłam żar lał się z nieba i o bieganiu po wzgórzach, wspinaniu się po schodach z moim kontuzjowanym kolanem nie było mowy. 


Mogłam oglądać miasto z dołu i to tez mi wystarczyło.


W mieście nie słyszałam mowy polskiej. Jakież to było dziwne. Wszystkie języki świata, tylko nie polski. Nie ukrywam, że z tego powodu też czułam się wyjątkowo.



sobota, 16 lipca 2022

Wycieczka życia - Błękitna Jaskinia

 Tę wycieczkę nazwałam wycieczka życia z kilku powodów, a najważniejszy to realizacja marzeń, drugi to pokonać własne lęki.

Na Błękitna Jaskinię trafiłam kiedyś w internecie. Widziałam fotki. Zapragnęłam zobaczyć ją na własne oczy. Organizowane wycieczki odbywały się szybką łodzią motorową (kolejne marzenie) . Czas trwania takiej wycieczki około 11 godzin. Koszt też niemały , bo około 700 zł wliczając poniesione wydatki podczas przystanków (5 wysp) oraz biletu wstępu do jaskini. 


Warto było. Tej przygody nie zapomnę nigdy. 

Pasażerowie mieszani, Angielki, Holendrzy, Finowie,Francuzi i ja. Wszyscy włącznie z kapitanem posługiwali się językiem angielskim oprócz mnie. Jeszcze pismo jako tako, ale mowa...

Miałam ogromne szczęście płynąć z cudownymi młodymi ludźmi. Czułam się zaopiekowania i...

Dokonałam odkrycia. Kilka dni, i świetnie mówię i rozumiem po angielsku. 


Z Trogiru wyruszyliśmy przed siódma. Nasz kapitan gnał niczym strzała. Adrenalina sięgała zenitu. 


Płynęliśmy na wyspę Bisovo. Tam kupiliśmy bilety. Specjalnymi łódkami wraz z przewodnikiem popłynęliśmy do Błękitnej Jaskini. 


 Coś niesamowitego. Brakuje słów, aby opisać.


Potem popłynęliśmy na wyspę Vis, do miasta Komiza. 


Jest to piękne miasteczko ujmujące wąskimi uliczkami i domami z kamienia. Jest drugim co do wielkości miastem na wyspie Vis.


Wysiedliśmy na ląd i szybko odłączyła się od młodych. Piąte koło u wozu im nie potrzebne. Pary rozeszły się w różne strony, a ja przysiadłam w portowej knajpce i podziwiałam piękno,chłonęłam te chwile i czułam się szczęśliwa.


Po drodze do kolejnej wyspy odwiedzaliśmy mniejsze jaskinie. 


Byłam pod wrażeniem umiejętności naszego kapitana. Poza tym pięknie opowiadał po angielsku i nawet coś niecoś rozumiałam. 

A jak nie zrozumiałam to młodzież mi wytłumaczyła też po angielsku😜.

Potem skierowaliśmy się do Błękitnej Laguny. Tam wszyscy oprócz mnie i kapitana wskoczyli do wody, nurkowali i pływali. Ja po angielsku 😜 odbyłam pogawędkę z kapitanem. Odkryłam, że potrafię rozmawiać i nawet rozumiem, co do mnie mówi.


Ruszyliśmy dalej, na wyspę Budikovac. 

Tam plażowanie i delektowanie się koktajlami w lokalnym barze (spelunie jak z filmu). 
O cenach zwykłej wody nie wspomnę. Głośna muzyka, pełne wyluzowanie. Po prostu czad.

Ruszyliśmy w dalszą drogę.
Kolejny przystanek to wyspa Hvar i miasto Hvar. Ale o tym w kolejnym odrębnym poście.