Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

sobota, 21 lutego 2026

Siła nauczyciela


 Reformy edukacji od lat budzą emocje, nadzieje i obawy. Dziś znów słyszymy o przełomie, nowym kierunku i „kompasie jutra”, który ma wyznaczyć szkole przyszłość. Każda zmiana brzmi obiecująco na poziomie haseł, jednak jej prawdziwy ciężar spoczywa na nauczycielach. Wdrażanie nowych metod wymaga ogromnej siły, elastyczności i gotowości do wyjścia ze strefy komfortu. Sama determinacja jednak nie wystarczy — za zmianą musi iść realne wsparcie: systemowe, organizacyjne, a także finansowe. Powietrzem człowiek nie żyje. Nauczyciel ma zobowiązania wobec rodziny i wobec siebie.

Ta siła powinna być osadzona w równowadze, aby nikt nie był zmuszony pracować ponad własne możliwości. Tymczasem coraz częściej oczekuje się od nauczycieli heroizmu, nie oferując w zamian adekwatnych warunków. A tak po prostu nie da się budować trwałej zmiany. Siły szybko się wyczerpują — kosztem zdrowia, dobrostanu i motywacji. Zamiast przestrzeni do twórczej pracy pojawiają się przymus, nakazy, rozliczanie i kolejne stosy dokumentów. W zamian — niewiele poza rosnącym obciążeniem.

Warto pamiętać, że to nauczyciele tworzą realną zmianę. Bez nich żadna reforma się nie dokona. Szczęśliwy, bezpieczny nauczyciel będzie szukał rozwiązań, rozwijał się i z zaangażowaniem wspierał uczniów. Jeśli jednak sposób wprowadzania reform już dziś budzi niepokój, trudno nie obawiać się efektu. Nawet najlepszy zamysł może zamienić się w rozczarowanie.

Na szczęście ja już wkrótce wysiadam z tego pędzącego pociągu, który — patrząc na obecny kierunek i tempo — może niebezpiecznie zbliżać się do wykolejenia. Szkoda tylko, że wraz z nim jadą ci, którzy naprawdę zasługują na coś więcej: uczniowie i nauczyciele- szkoła jako wspólnota.

środa, 11 lutego 2026

Światło i ciemność


Ostatnio dużo myślę o tym, jaką energię wybieram na co dzień.

Bo świat jest dualny – to fakt. Widzę to w pracy, w relacjach, w sobie samej. Jest światło i jest cień. Jest miłość i jest lęk. I czasem mam wrażenie, że te dwie siły nieustannie sprawdzają, którą z nich nakarmię swoją uwagą.

Zastanawiam się, czy rozwój – jakikolwiek rozwój – w ogóle jest możliwy bez świadomego wyboru energii. Czy można pracować z ciałem, emocjami, z własną historią, jeśli w tle ciągle gra niepokój?

Coraz bardziej czuję, że nie.

Widzę to tak: kiedy skupiam się na wdzięczności, na zaufaniu, na tym, co dobre – coś się porządkuje. Jakby zapalić światło w pokoju. Nie walczę z ciemnością. Po prostu przestaję ją wzmacniać.

I może właśnie o to chodzi – nie o walkę, ale o wybór.

Bliskie jest mi myślenie, że ciało nie jest przeciwko nam. Ono nie psuje się „na złość”. Ono komunikuje. Szuka równowagi. Ma w sobie mądrość większą, niż często chcemy przyznać.

Może naszą rolą nie jest naprawianie siebie w panice, tylko wracanie do balansu z większą łagodnością?

Nie wiem wszystkiego. Mam swoje pytania, swoje momenty wahania. Ale jedno czuję coraz wyraźniej – kiedy wybieram miłość zamiast lęku, decyzje stają się spokojniejsze. A rozwój przestaje być walką, a zaczyna być drogą.

I chyba właśnie tę drogę chcę wybierać.


wtorek, 3 lutego 2026

Mam dość. Szkoleniowy obłęd, który zabija sens pracy w szkole

 Robi mi się niedobrze, kiedy słyszę o kolejnym szkoleniu dla nauczycieli.


Jedno się kończy, drugie już goni. Szkolenie pogania szkolenie. Papier pogania papier. Tabelka pogania tabelkę.

Praca w szkole zaczyna tracić sens.
Nie dlatego, że dzieci. Nie dlatego, że nauczanie.
Tylko dlatego, że wszystko odbywa się w jakimś absurdalnym pędzie. Chaos. Ciągłe zmiany. Idiotyczne pomysły ministerstwa, które zmieniają się szybciej niż slajdy na prezentacji „obowiązkowego szkolenia”.

Nikt nie pyta, czy to ma sens.
Nikt nie pyta, czy to pomaga uczniom.
Za to wszyscy każą się szkolić. Jeszcze. I jeszcze. I jeszcze.

Podwyżek nie ma.
Godności – coraz mniej.
Czasu – zero.
Za to będą szkolić. Bo szkolenie zawsze wygląda dobrze w sprawozdaniu.

To nie rozwój.
To nie troska o edukację.
To pęd stada baranów w przepaść, tylko że z certyfikatem na końcu.

Mam dość.
Jestem zmęczona. Wkurzona. Rozczarowana.
I nie – nie potrzebuję kolejnego szkolenia o „dobrostanie nauczyciela”.
Potrzebuję spokoju, sensownych decyzji, stabilności i normalnych warunków pracy.

 Na szczęscie widzę już metę. Jeszxze kilka miesięcy.