Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

niedziela, 1 marca 2026

AI pomoc czy zagrożenie?

 

Sztuczna inteligencja nie spadła z przyszłości. Wyrosła z ludzkiej ciekawości. Już Alan Turing zadawał pytanie, czy maszyny mogą myśleć, a w 1956 roku na konferencji w Dartmouth College nazwano tę dziedzinę „artificial intelligence”. Od tamtej pory rozwijała się razem z nami – wraz z technologią, internetem i ogromem danych. Dzisiejsze systemy, tworzone m.in. przez OpenAI, potrafią analizować język i wzorce, ale nie mają intencji ani wartości. To człowiek je wnosi.

Ostatnio słuchałam podcastu o energii, która kreuje rzeczywistość. O tym, że nasza uwaga jest zasilaniem. To, czemu poświęcamy emocje, rośnie – nawet jeśli jesteśmy temu przeciwni. Jeśli karmimy świat lękiem, dokładamy do niego swoją energię. Jeśli karmimy wizją i odpowiedzialnością – wzmacniamy to, co buduje.

Było tam też odniesienie do AI. Wokół niej często sieje się celowy strach. Nie dlatego, że zawsze stoi za tym jedna „ciemna siła”, ale dlatego, że lęk się opłaca. Media żyją z kliknięć, politycy mobilizują przez zagrożenie, firmy sprzedają bezpieczeństwo. Strach przyciąga uwagę. A uwaga to energia.

Nie chodzi o naiwność. Każda technologia wymaga mądrości i zasad. Ale czym innym jest odpowiedzialna refleksja, a czym innym podsycanie paniki. AI nie tworzy świata za nas – ona wzmacnia to, co w nas już jest. Jeśli włożymy w nią chaos, odda chaos. Jeśli włożymy wizję, pomoże ją realizować.

Dlatego ten post jest wyborem. Wyborem, by nie zasilać lęku, lecz odpowiedzialność. Nie pytać tylko: „Co AI zrobi za mnie?”, ale: „Co mogę dzięki niej stworzyć dla innych?”.

Bo piękna rzeczywistość nie rodzi się z algorytmów. Rodzi się z wartości, które jako wspólnota decydujemy się wzmacniać.


środa, 25 lutego 2026

Alarm w śniegu. O empatii, odpowiedzialności i systemowych dziurach

 


Był alarm.
Ktoś rozlał śmierdzącą, prawdopodobnie trującą ciecz. W kilka minut cała szkoła – około 800 dzieci – musiała opuścić budynek.

Zima. Śnieg. Marznący deszcz.  

 Trenujemy różne scenariusze ewakuacji. Nie „na papierze”, nie „dla procedury”, tylko naprawdę. W kilkadziesiąt sekund byliśmy na zewnątrz. Ustawieni. Policzeni. Sprawdzeni.

A potem staliśmy. Stalismy w tlimie innych klas.

Przyjechała straż pożarna. Policja. Służby działały profesjonalnie. Dyrekcja poleciła: proszę natychmiast zawiadomić rodziców, żeby odebrali dzieci.

I wtedy pojawiła się rzeczywistość.

Czym mamy zawiadomić tych rodziców?

Nie mamy telefonów służbowych.
W moim prywatnym telefonie nie mam kontaktów do wszystkich rodziców – wszystko zostało w szkole.
I właściwie… nie mam obowiązku mieć prywatnego telefonu do celów służbowych.

Gdybym miała telefon służbowy – pewnie byłyby tam numery. Gdyby system był przemyślany – istniałaby awaryjna ścieżka komunikacji dostępna poza budynkiem. Ale system zakłada coś innego: że nauczyciel „jakoś sobie poradzi”.

Na szczęście poradziłam sobie. Mam grupę rodziców. Napisałam jedno krótkie zdanie:
Alarm. Proszę przekazywać informację dalej. Trzeba natychmiast odebrać dzieci.

I wydarzyło się coś pięknego.

W pół godziny rodzice – moi cudowni rodzice – stanęli na wysokości zadania. Informacja poszła lawinowo. Przyjechali. Zorganizowali się. Dzieci zostały bezpiecznie odebrane.

To był moment, w którym zobaczyłam, jak ogromną siłą jest wspólnota.

Ale był też moment, w którym bardzo zabolało mnie coś innego.

Bo tu jest słaby punkt naszej edukacji. Taki, o którym nikt nie myśli, dopóki nie stanie na śniegu z małymi dziećmi pod opieką i bez narzędzi do kontaktu z ich rodzicami.

Nauczyciel nie jest głupcem.
On wie. On przewiduje. On reaguje. On jest empatyczny. I właśnie na tej empatii system jedzie od lat.

Ministerstwo zakłada, że nauczyciel „ogarnie”. Że zadzwoni z prywatnego telefonu. Że napisze z własnego pakietu danych. Że użyje własnych kontaktów. Że po godzinach. Że poza obowiązkami. Że z serca.

Bo przecież dzieci.

I tak – dzieci są najważniejsze.
Dlatego właśnie nie powinno się budować bezpieczeństwa szkoły na dobrej woli nauczycieli.

Po wszystkim dyrektorka nam dziękowała. Za organizację. Za spokój. Za profesjonalizm.

I dobrze. To było miłe.

Ale jeszcze lepiej byłoby, gdyby system był równie profesjonalny jak nauczyciele, którzy w nim pracują.

Nie chcę być bohaterką kryzysu.
Chcę być nauczycielką w bezpiecznie zaprojektowanym systemie.

Bo empatia jest siłą.
Ale empatia nie może być jedynym filarem państwowej edukacji.

sobota, 21 lutego 2026

Siła nauczyciela


 Reformy edukacji od lat budzą emocje, nadzieje i obawy. Dziś znów słyszymy o przełomie, nowym kierunku i „kompasie jutra”, który ma wyznaczyć szkole przyszłość. Każda zmiana brzmi obiecująco na poziomie haseł, jednak jej prawdziwy ciężar spoczywa na nauczycielach. Wdrażanie nowych metod wymaga ogromnej siły, elastyczności i gotowości do wyjścia ze strefy komfortu. Sama determinacja jednak nie wystarczy — za zmianą musi iść realne wsparcie: systemowe, organizacyjne, a także finansowe. Powietrzem człowiek nie żyje. Nauczyciel ma zobowiązania wobec rodziny i wobec siebie.

Ta siła powinna być osadzona w równowadze, aby nikt nie był zmuszony pracować ponad własne możliwości. Tymczasem coraz częściej oczekuje się od nauczycieli heroizmu, nie oferując w zamian adekwatnych warunków. A tak po prostu nie da się budować trwałej zmiany. Siły szybko się wyczerpują — kosztem zdrowia, dobrostanu i motywacji. Zamiast przestrzeni do twórczej pracy pojawiają się przymus, nakazy, rozliczanie i kolejne stosy dokumentów. W zamian — niewiele poza rosnącym obciążeniem.

Warto pamiętać, że to nauczyciele tworzą realną zmianę. Bez nich żadna reforma się nie dokona. Szczęśliwy, bezpieczny nauczyciel będzie szukał rozwiązań, rozwijał się i z zaangażowaniem wspierał uczniów. Jeśli jednak sposób wprowadzania reform już dziś budzi niepokój, trudno nie obawiać się efektu. Nawet najlepszy zamysł może zamienić się w rozczarowanie.

Na szczęście ja już wkrótce wysiadam z tego pędzącego pociągu, który — patrząc na obecny kierunek i tempo — może niebezpiecznie zbliżać się do wykolejenia. Szkoda tylko, że wraz z nim jadą ci, którzy naprawdę zasługują na coś więcej: uczniowie i nauczyciele- szkoła jako wspólnota.