Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

niedziela, 4 stycznia 2026

Sygnały behawioralne – co internet wie o nas, zanim my to zauważymy

 


Sygnały behawioralne –  coraz częściej mam poczucie, że internet „czyta mnie” szybciej, niż ja sama potrafię nazwać to, co czuję. Nie chodzi tylko o reklamy. Chodzi o treści, które pojawiają się dokładnie wtedy, gdy jestem zmęczona, zaniepokojona albo czegoś szukam – czasem nawet nie wiedząc czego.

To są tzw. sygnały behawioralne.

Brzmi groźnie, a w gruncie rzeczy chodzi o coś bardzo prostego: o nasze zachowanie w sieci.

Nie o to, kim jesteśmy, ale jak się zachowujemy.

Algorytmy widzą:
– na czym zatrzymuję wzrok
– jak długo czytam lub oglądam
– czy przewijam nerwowo, czy spokojnie
– do czego wracam
– co klikam impulsywnie, a co z namysłem

Każde takie działanie zostawia ślad. Nawet krótkie zatrzymanie scrolla. Nawet obejrzenie filmu „tylko do połowy”.

Z tych drobnych sygnałów powstaje mój profil behawioralny. Nie statyczny. Zmienny. Zależny od dnia, pory, nastroju, zmęczenia.

I tu zaczyna się coś, o czym rzadko się mówi.

Algorytmy najsilniej uczą się wtedy, gdy jesteśmy w emocjach. Gdy się boimy. Gdy coś nas niepokoi. Gdy szukamy odpowiedzi na temat zdrowia, sensu, przyszłości.

Jeśli w takim stanie długo scrolluję, oglądam podobne treści, wracam do nich – internet uznaje: to jest ważne, to angażuje, tego chcę więcej.

I dostaję więcej.

Dlatego z czasem można mieć wrażenie, że sieć nas zalewa – lękiem, problemami, nadmiarem bodźców. A to często tylko echo naszych chwilowych stanów.

Dobra wiadomość jest taka, że na sygnały behawioralne mamy wpływ.

Kilka prostych zasad, które sama stosuję:

Po pierwsze – nie karmię algorytmu w emocjach.
Jeśli czuję napięcie, lęk, zmęczenie – nie szukam „jeszcze jednej odpowiedzi”, nie scrolluję bez celu. Wiem, że to właśnie wtedy zbierane są najsilniejsze sygnały.

Po drugie – świadomie klikam.
Jeśli coś mnie uspokaja, inspiruje, porządkuje myśli – zostaję do końca.
Jeśli coś mnie wciąga w niepokój – wychodzę szybko. Bez komentarzy. Bez wracania.

Po trzecie – uczę algorytm, czego nie chcę.
Opcje typu „nie interesuje mnie” czy „nie polecaj tego kanału” naprawdę działają. To nie bunt, to informacja zwrotna.

Po czwarte – ograniczam śledzenie technicznie.
Wyłączone historie aktywności, tryb incognito, spokojniejsza przeglądarka – to nie ucieczka od świata, tylko dbanie o higienę uwagi.

Zrozumiałam jedno:
internet nie jest zły ani dobry. On jest reaktywny.

Reaguje na to, co mu pokazujemy – nie słowami, ale zachowaniem.

Dlatego coraz częściej pytam siebie nie:
co mi internet pokazuje?
ale:
co ja właśnie wysyłam w świat swoim kliknięciem?

To mała zmiana perspektywy.
A robi ogromną różnicę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.