Gdy nie mogę czytać – zaczynam słuchać. I wszystko zaczyna mówić jednym głosem
Ostatnio moje oczy wyraźnie domagają się uwagi. Czytanie, które przez lata było dla mnie naturalnym sposobem poznawania świata i siebie, stało się trudne, momentami wręcz niemożliwe. W zamian pojawiło się słuchanie. Dużo słuchania. Podcasty, audiobooki, rozmowy, wykłady – jakby świat postanowił przemawiać do mnie innym kanałem.
I tu zaczyna się coś ciekawego.
Od dawna krąży mi po głowie myśl, że zawsze przychodzi do nas to, co ma przyjść w danym momencie. Że nie trafiamy przypadkiem na określone treści, ludzi czy doświadczenia. I rzeczywiście – w ostatnim czasie zaczęły do mnie docierać rzeczy zaskakująco spójne. Podcasty z profesorami okulistyki. Rozmowy o zdrowiu oczu. Materiały, które same w sobie brzmią jak proces uzdrawiania. Muzyka terapeutyczna. Podcasty o uzdrawianiu duchowym, pracy z energią, ciałem i emocjami.
Jakby ktoś bardzo delikatnie, ale konsekwentnie, prowadził mnie w jednym kierunku.
W tym samym czasie pojawiła się książka „Rozmowy z Bogiem”. Najpierw jako audiobook. Wysłuchałam pierwszej części – i bez większego wahania zamówiłam wszystkie cztery tomy. Z nadzieją, że przyjdzie moment, w którym będę mogła wziąć je do ręki i przeczytać je już nie tylko uszami, ale i oczami. Na razie jednak słucham. I to też ma swój sens.
Rozmowy z Bogiem” Neale’a Donalda Walscha to jedna z tych książek, które albo się kocha, albo odkłada z irytacją – rzadko pozostawiają czytelnika obojętnym. Ja pokochałam.
„Rozmowy z Bogiem” to książka zapisana w formie dialogu – szczerej, momentami prowokującej rozmowy człowieka z Bogiem. Nie Bogiem surowym i karzącym, lecz takim, który nie ocenia, a zaprasza do zrozumienia siebie i własnych wyborów. To opowieść o sensie życia, cierpieniu, miłości, wolnej woli i odpowiedzialności. O tym, że nie jesteśmy ofiarami losu, lecz współtwórcami własnego doświadczenia.
Nie jest to książka religijna w klasycznym znaczeniu. Bardziej duchowa. Skierowana do tych, którzy pytają, wątpią, szukają – czasem właśnie wtedy, gdy coś w ich życiu przestaje działać tak jak dotąd. Nie daje prostych odpowiedzi, ale zmienia sposób zadawania pytań. I być może właśnie dlatego trafia do mnie teraz.
Nie mogę czytać, ale mogę słuchać.
Nie widzę ostro, ale zaczynam dostrzegać więcej.
Może problemy z oczami są tylko sygnałem, by na chwilę przestać patrzeć na świat tak jak zawsze, a zacząć go naprawdę słyszeć. Słuchać ciała. Słuchać emocji. Słuchać tego, co przychodzi z zewnątrz i z wewnątrz jednocześnie.
Nie wiem jeszcze, dokąd mnie to wszystko prowadzi. Ale coraz mocniej czuję, że nic z tego nie jest przypadkowe. A „Rozmowy z Bogiem” są kolejnym elementem tej układanki – spokojnym głosem w tle, który przypomina, że nawet w trudnych momentach życie wciąż z nami rozmawia. Trzeba tylko nauczyć się go słuchać.

Swoją drogę zaczynalam własnie od Rozmów z Bogiem. Nigdy wczesniej nie patrzyłam na świat w taki sposób,jak autor.Teraz juz wiem,ze życie może być piekne.I takie jest.
OdpowiedzUsuńZagladam tu od dawna.Pozdrawiam serdecznie.