Prawdziwe objaienie nie zawsze przychodzi w blasku wielkich cudów.Czasem drży cicho w pierwszym promieniu słońca, który przedziera się przez gałęzie drzew i nagle przypomina: świat jest zaprojektowany idealnie.
Obudziłam się dziś bardzo wcześnie, jeszcze przed świtem. Dzień Trzech Króli. Cisza. I to światło – słońce przeciskające się przez las, jakby chciało mi coś powiedzieć. Poczułam czysty zachwyt. Taki bez powodu, bez wysiłku. Po prostu jest.
W takich momentach wraca do mnie myśl, że świat – mimo chaosu, który widzimy na co dzień – działa w głębokiej harmonii. Tylko my tak rzadko mamy czas i uważność, by to dostrzec.
To poranne wzruszenie zaprowadziło mnie myślami daleko. Do miejsca, które właśnie dopisałam do swojej listy marzeń na 2026 rok – balijskiej świątyni Pura Tirta Empul.
To miejsce fascynuje mnie od dawna. Powstało w 962 roku i do dziś działa dokładnie tak, jak zaplanowali je starożytni mistrzowie. Bez komputerów, bez nowoczesnych narzędzi. A jednak system jest doskonały: woda ze świętego źródła nieprzerwanie zasila baseny i… jej poziom nigdy się nie zmienia. Nadmiar nie znika – płynie dalej, nawadniając pola ryżowe.
To nie tylko inżynieria. To filozofia życia w zgodzie z naturą. Bez walki. Bez marnotrawstwa. Bez pośpiechu.
Z ogromnym podziwem myślę o tych bezimiennych twórcach. O ich wizji trwałości, wieczności i harmonii, która przetrwała ponad tysiąc lat.
Marzę, by kiedyś stanąć tam osobiście. Zanurzyć dłonie w tej chłodnej wodzie. Poczuć rytm miejsca, który nie zmienił się od dziesięciu stuleci. Pojechać tam nie po „atrakcje”, ale po oddech. Po ciszę. Po przypomnienie, że prawdziwa doskonałość jest prosta.
I że czasem wystarczy poranek, światło między drzewami i chwila uważności, by to sobie przypomnieć.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.