Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

wtorek, 19 stycznia 2021

Dom zarazy


Już siódmy dzień jestem na kwarantannie. Wirusa do domu przyniósł mój mąż i wszyscy zostaliśmy uwięzieni. Dziwne, bo maseczka i ścisły reżim nie pomogły. Aż śmieszył mnie czasami tym przestrzeganiem zaleceń, wiecznym śledzeniem informacji.

On zachorował. 

Jak na kogoś, kto rzadko choruje, to było źle. Gorączka przez trzy dni (nigdy nie ma gorączki) ponad  38 ° C, ból głowy, ogólne rozbicie.  Oczywiście natychmiast podchwyciła młodsza i zaczęła mieć wszelkie objawy. Tele porada i skierowanie na test. Wynik testu wyszedł ujemny, ku mojej uciesze, a niezadowoleniu córki, bo tym oto sposobem musi odbyć całą kwarantannę.

Trochę martwiłam się o Kasię. Jej niepełnosprawność wiąże się również z całym szeregiem chorób współistniejących. Wysoka gorączka zawsze kończyła się na OIOMie. Złość na męża ( jakby mógł coś zrobić)zaczęła przybierać na sile wraz z podoszącym się poziomem strachu. Kasia zagorączkowała. Na szczęście zażyła to, co jej podałam. A podałam 10 tabletek węgla leczniczego. Węgiel leczniczy działa niczym odkurzacz. Ściąga wszystkie wirusy i bakterie od  srodka. Działanie powtórzyłam po 5 godzinach. Wszystkie objawy wraz z gorączką uleciały. Uf... 

Humor powrócił

Ja 

Jestem bardzo odporna na tego wirusa. Mnie nie tyka, chociaż najbardziej byłam i jestem narażona. dzielę z mężem jedno łoże. Strasza uważa,że jestem bezobjawowcem i dopiero mnie czekac będą.... zapytałam,czy już muszę trumnę zamawiać? W odpowiedzi przysłała mi kurierem pulsoksymetr.

Nie słucham, nie ogladam, nie czytam o zabójczym wirusie.Nie interesuje mnie szczepionka. Jestem odporna, bo o tę odporność zadbałam o wiele wcześniej ku radości, śmiechom i chichotom mojej rodziny. 

Po pierwsze cebula. Porozkładałam w domu (dzięki temu pewnie mąż miał łagodniejszy przebieg infekcji).

Po drugie zrobiłam miksturę (piję ją już drugi miesiąc): czosnek, miód, sok z cytryny i zażywam 1 łyżkę dziennie na czczo. Następnie kawusia, która niweluje zapach czosnku.

Po trzecie - kiwi - jedno kiwi dziennie

Po czwarte witaminy:C. K i D3, magnez i B12

Po czwarte relaks i spacery po lesie lub nad morzem.

Efekt - nie zachorowałam i już nie zachoruję. Źle się tylko czuję w przymusowym więzieniu domowym. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Oglądam z córką seriale na Netflix.

Przypomniałam sobie czas, kiedy była mała i ja zachorowałam na grypę. Straszna to była grypa, myślałam ,że umrę. Temperatura przekraczała 40° C  i nie można było jej zbić. Trudności z oddychaniem. Kaszel,że płuca można było wypluć. Nie byłam w stanie utrzymać się na nogach, a dojście do toalety, to była wspinaczka na Mont Everest. Wówczas zaraziła się Młodsza. Ale jej choroba miała bardzo łagodny przebieg.Kiedy mi się trochę polepszyło, to leżałyśmy razem i oglądałyśmy bajki dla dzieci. A mała uśmiechnięta mówiła:

- Mamuś, ale fajnie tak razem chorować.

Teraz też siedzimy razem i oglądamy seriale. Obie jesteśmy zdrowe. Zatem mamy czas dla siebie. Żadnych obowiązków, żadnych zakupów... Luz, relaks .... Niemal do końca miesiąca. Małżonek do pracy, a my....

Jak widać - zaraza nie jest tak straszna. Im mniej się boisz, tym łagodniej przechodzisz, dajesz szansę organizmowi na podjęcie obrony i unicestwenie mikroba. To takie moje przemyślenia.






18 komentarzy:

  1. Stres na pewno nie pomaga.
    U nas co rusz ktoś na kwarantannie, jeden z kolegów i koleżanka zarazili się od dzieci własnych, ale przed półkoloniami nikt dzieci nie testował...
    Z moich obserwacji wynika, że to ruletka, nawet najbardziej ostrożni chorują i chyba mężczyźni gorzej.
    jotka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, komuś zależało na czymś... Wprowadzono powszechną panikę i systematycznie podgrzewają strach. A ten nie służy zdrowiu. Niestety. Zdrowy rozsądek gdzieś uleciał.

      Usuń
  2. Przeszłam to dość lekko. Maseczki to wielka ściema, wirus musiałby się długo tuczyć i urosnąć do ogromnych rozmiarów. Moja koleżanka tak uważała, że chyba bardziej się nie da i zachorowała z ciężkim przebiegiem. Masz rację, im bardziej się boisz, tym gorzej. A kurs strachu przechodzimy już od roku!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak uważam. Swoje zdanie popieram wynikami własnych obserwacji i analizy różnych przypadków.

      Usuń
  3. Och, jak fajnie, że do ciebie zajrzałam od Oli Jawor :) Tak jakoś przyciągnęłaś mój wzrok. Jak miło spotkać "normalnego inaczej" w tym Psychiatryku w jakim żyjemy. Serdeczne pozdrowienia z Podlasia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dorota, czy Ty nie potrzebujesz pomocy? zakupy??
    Twój stary już na chodzie? ja natomiast wiem jedno, że ten wirus kosi wszystkich! i tych dbających o odporność też, niestety. Mam przykłady a niektóre bardzo nieładne w przebiegu. Czekam na szczepionkę. Wszystkie dżumy świata wykosiły szczepionki nie pobożne życzenia ani czosnek jednak. Przyznaję się, że na początku wpadłam w depresję. Teraz Jestem ostrożna,unikam skupisk, chodzę do pracy, na jogę i spacery, choć byłam podejrzanie chora(listopad) i siły mi nie wróciły ... do tej pory,a wynik był ujemny. Ale kości, stawy bolą mnie do teraz. I nie mam siły biegać z kijami. Witaminy jadam codziennie, we wszystkich możliwych formach, czasami węgiel, bo masz racje wymiana zarazę z jelit, kontrolnie robię wyniki z krwi, staram się nie stresować,dużo czytam i lepię ))) teraz planuje szczepienie na pneumokoki. Chętnie bym się przeciwko grypie zaszczepiła ale chyba nie ma szansy ... trzymajcie się kobiety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie potrzebujemy. Dziękuję za zainteresowanie. Ja jestem dalej zdrowa i w dobrej kondycji. Małżonek też czuję się już dobrze, u Aśki wynik negatywny. Jak widać łagodnie się z nami obeszła.

      Usuń
  5. Trochę mnie zmroziło stwierdzenie, że "zaraza nie taka straszna". Każda choroba jest niebezpieczna. Każdy człowiek inaczej reaguje. Ciesz się Doroto, że w Twojej rodzinie przebiegło wszystko tak spokojnie. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wg mojej filozofii, nie taką straszna. I tego będę się trzymać. Serdeczności.

      Usuń
  6. Cieszę się, że wirus nie dokucza Wam za mocno a Ty z Młodszą macie nareszcie czas dla siebie. Ja też pamiętam straszne grypy z czasów zamierzchłych. Ech, tego nie da sie zapomnieć.
    My z meżem też duzo robimy dla zdrowotności. Naturalne sposoby najlepsze. No nie popadanie w paranoję, rzecz jasna!:-)
    Pozdrawiam Cie serdecznie, Dorotko!:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Siedzenie w domu i oglądanie filmów byłoby zupełnie fajne, gdyby nie powód. Byłam sceptyczna, że panika, że strach dopóki zaraza nie zaczęła kosić wokół mnie, głównie z ciężkim przebiegiem. Dbajcie o siebie Dziewczyny❤

    OdpowiedzUsuń
  8. Współczuję mężowi. Dla niego przebieg choroby był okrutny.
    Serdecznie Cię pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady z tym okrucieństwem. Taka typowa grypa o łagodniejszym przebiegu.

      Usuń
  9. Przeszliśmy covida w październiku całą rodziną jednocześnie. Jak się po czasie okazało dość lekko. Nie mam pojęcia gdzie się zaraziliśmy i kto pierwszy przytargał dziada do domu. Bo przestrzegamy tych magicznych zasad reżimu sanitarnego. Ja też stawiam na budowanie odporności organizmu. Nawet na wypadek zetknięcia z wirusem się przyda, bo faktem jest, że ogromnie drenuje organizm z sił. U nas paradoksalnie najciężej przeszedł młodszy członek rodziny. Ale obyło się bez ingerencji covidowej służby zdrowia. Bo normalnej to już prawie nie mamy w kraju :( Dużo zdrówka Dorotko :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.