Nie wszystko, co zabiera nam energię, jest warte naszej uwagi.
Ostatnio trafiłam na materiał, który skłonił mnie do kilku refleksji. Szczególnie zainteresował mnie opisany w nim eksperyment przeprowadzony na Facebooku.
W 2012 roku naukowcy przeprowadzili badanie z udziałem prawie 690 tysięcy użytkowników tego portalu. Przez tydzień manipulowano zawartością ich aktualności. Jednej grupie ograniczano wyświetlanie postów o pozytywnym zabarwieniu emocjonalnym, innej – postów negatywnych. Następnie obserwowano, jak zmienia się język i emocjonalny wydźwięk ich własnych wpisów.
Wyniki były naprawdę interesujące.
Osoby, którym ograniczono dostęp do pozytywnych wiadomości, zaczęły publikować mniej pozytywnych, a nieco więcej negatywnych treści. Natomiast osoby, którym ograniczono kontakt z negatywnymi wpisami, zaczęły wyrażać więcej pozytywnych emocji.
Innymi słowy – emocje mogą być zaraźliwe. Nawet wtedy, kiedy nie rozmawiamy z drugim człowiekiem, nie słyszymy jego głosu i nie widzimy jego twarzy. Wystarczy, że czytamy to, co publikuje.
I właśnie tutaj zaczyna się moja refleksja.
Jak często pozwalamy, żeby cudze emocje stawały się naszymi? Ile razy wciągamy się w niepotrzebne dyskusje, konflikty, narzekanie, wzajemne oskarżenia? Jak wiele czasu poświęcamy na analizowanie cudzych zachowań, zamiast skupić się na tym, co naprawdę jest dla nas ważne?
Przypomniała mi się w tym kontekście koncepcja wahadeł Vadima Zelanda. Według niej istnieją pewne mechanizmy, które przyciągają naszą uwagę i energię, szczególnie wtedy, gdy reagujemy silnymi emocjami. Konflikt, strach, złość, zazdrość, potrzeba udowadniania swoich racji – wszystko to potrafi skutecznie odciągnąć nas od własnego życia.
Nie chodzi o to, żeby odwracać się od problemów czy udawać, że świat jest idealny. Chodzi o świadomy wybór tego, czemu poświęcamy swoją uwagę.
Coraz bardziej doceniam ludzi, którzy wnoszą do mojego życia dobrą energię, inspirują, rozwijają, potrafią się cieszyć, wspierać i dostrzegać dobre strony codzienności.
Nie chcę karmić się cudzym strachem, złością i frustracją. Nie chcę też sama przekazywać ich dalej.
Mamy większy wpływ na swoje otoczenie, niż czasami nam się wydaje. Zaczyna się od tego, co czytamy, czego słuchamy, z kim rozmawiamy i jakie emocje pielęgnujemy w sobie.
Może więc warto czasami zrobić sobie mały eksperyment: przez kilka dni świadomie wybierać dobre wiadomości, dobre rozmowy i dobrych ludzi. Zobaczyć, co się zmieni.
Bo przecież nie chodzi o to, żeby uciekać od rzeczywistości. Chodzi o to, żeby nie pozwolić, by jej najgorsze strony zdominowały nasze życie.
A Wy? Zastanawialiście się kiedyś, jak bardzo to, czym się otaczamy, wpływa na to, jak się czujemy?
Materiał do obejrzenia i przemyślenia:
https://youtu.be/gsns_z25wPM

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.