Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

wtorek, 11 sierpnia 2026

Miejsce , do ktorego nigdy nie chciałabym dotrzeć

Źródlo AI

 Gdzieś na dachu świata, w niedostępnych ostępach Tybetu, wznosi się góra Kailash – szczyt, który nie patrzy na mapy ludzkich ambicji, lecz na samą wieczność. Nie jest najwyższa w Himalajach, ale jej idealna, niemal piramidalna sylwetka zdaje się być dziełem nie przyrody, lecz obcej cywilizacji. Dla czterech wielkich religii Azji to pępek świata, tron bóstw i absolutne sacrum, którego żaden śmiertelnik nie ma prawa deptać.

A jednak próby były. Zuchwałość zachodnich wspinaczy ubiegłego stulecia boleśnie zderzyła się z granicami tego, co dozwolone. Choć chińskie władze w latach 80. i 90. oferowały pozwolenia na zdobycie góry, a słynny Reinhold Messner otrzymał nawet zaproszenie, by spróbować swoich sił, ostatecznie wszyscy oni cofnęli się przed gniewem natury i lokalnej wiary. Ci nieliczni, którzy podjęli realne próby wspinaczki lub podeszli zbyt blisko świętych ścian, wracali odmienieni – opowiadali o gwałtownych, niewyjaśnionych załamaniach pogody, nagłym paraliżu woli, a nawet głębokich psychozach. Mówiono o dziwnych halucynacjach, drganiach ziemi, poczuciu miażdżącej, obcej obecności i starzeniu się w oczach, jakby sama góra odrzucała intruzów za pomocą niewidzialnego, psychicznego pola siłowego. Kailash nie została zdobyta i najpewniej nigdy nie będzie; jej szczyt pozostaje nietknięty, strzeżony przez surowy lód i ludzki lęk.

U stóp tej mistycznej twierdzy rozciąga się niezwykły, dualistyczny pejzaż – dwa jeziora, które w wierzeniach Tybetańczyków są dwojgiem oczu samej góry.

Po jednej stronie lśni Mansarovar – krystaliczne, błękitne jezioro życia, symbolizujące słońce i czystość ludzkiego umysłu, w którego wodach obmywają się z grzechów pielgrzymi. Tuż obok, rozdzielone jedynie wąskim pasem żwiru, leży Rakschastal – jezioro śmierci i mroku, zasilane solanką, o złowrogiej, ciemnej toni, w której nie rodzi się życie. Miejscowi powiadają, że te jeziora to kosmiczne źrenice: jedno skierowane jest w niebo, szukając prawdy i boskiego światła, drugie zaś patrzy w głąb ziemi, zaglądając w najczarniejsze zakamarki ludzkiej duszy.

Kto zbliża się w te rejony, natychmiast traci poczucie bezpieczeństwa. Z każdą godziną rośnie dojmujące wrażenie, że nie jest się gościem, lecz obserwowanym. Z góry patrzy Kailash, a z dołu spoglądają jej wodne oczy. W tym zakątku świata człowiek uświadamia sobie wreszcie swoją małość – staje bowiem twarzą w twarz z czymś, co nie pyta go o zdanie, ale po prostu trwa, obojętne na jego zachwyty i próby podboju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.