Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

środa, 11 marca 2026

Jeszcze cztery miesiące

 


Zawsze myślałam, że po rządach ministra Czarnka gorzej być już nie może. Tamten czas był dla wielu nauczycieli trudny, momentami upokarzający.  Nikt mnie wcześniej tak nie upokorzył jak on. Pamiętam, że przez chwilę naprawdę rozważałam odejście z zawodu. Trzymały mnie tylko dzieci – ich ciekawość świata, rozmowy, codzienne małe sukcesy.

Kiedy zmieniła się władza i pojawiła się nowa minister edukacji, pojawiła się też nadzieja. Myślałam, że kobieta będzie bardziej wrażliwa na głos nauczycieli. Że ktoś wreszcie zacznie nas słuchać. Wydawało się, że gorzej być już nie może.

A jednak może.

Dziś w szkołach panuje chaos. Kolejne decyzje są wprowadzane szybko, bez przygotowania i bez rozmowy z ludźmi, którzy codziennie stoją przed klasą. Reformy pojawiają się jedna po drugiej, jakby ktoś budował dom od komina, a potem próbował malować ściany, których jeszcze nie ma.

Zakaz prac domowych – wprowadzony odgórnie – odebrał nauczycielowi podstawowe narzędzie pracy. Nie chodzi przecież o zasypywanie uczniów zadaniami. Chodzi o możliwość wyboru, o dostosowanie pracy do konkretnej klasy i konkretnego dziecka. Dzieci uczą się poprzez powtarzanie i ćwiczenie. To elementarz pedagogiki.

Do tego ciągłe majstrowanie przy podstawach programowych – coraz mniej treści, coraz mniej wymagań. A teraz jeszcze nowe pomysły: kolejne formularze, kolejne dokumenty, kolejne „oceny funkcjonalne”, które w praktyce oznaczają tylko więcej papierów.

Nad szkołą unosi się też wielka reforma zapowiadana pod hasłem „Kompas Jutra”. Problem w tym, że wygląda to raczej jak podróż bez kompasu. Jak można wprowadzać wielką reformę systemu w sytuacji, gdy szkoły nie są na nią przygotowane? Nauczyciele nie są przygotowani. Rodzice nie są przygotowani. System nie jest przygotowany.

A jednocześnie mówi się nauczycielom, że mają być pedagogami, psychologami, mediatorami, opiekunami dobrostanu. Wszystko to w klasach liczących często prawie trzydziestu uczniów. To po prostu nierealne.

Na końcu pojawia się jeszcze pomysł likwidacji oceny z zachowania – jednego z ostatnich narzędzi wychowawczych, które pomagało utrzymać w szkole elementarne zasady współżycia.

Nie chcę już pracować w takiej szkole.

Dlatego paradoksalnie czuję ulgę, że przede mną już tylko cztery miesiące pracy. Tylko cztery miesiące do odejścia.

Jest mi ogromnie żal. Bo szkoła była ważną częścią mojego życia. Bo w tej pracy spotkałam wspaniałe dzieci i wielu świetnych nauczycieli. I wiem, że bardzo wielu z nich myśli dziś podobnie. Ci, którzy mogą – odchodzą. Ci, którzy jeszcze nie mogą – zaciskają zęby i próbują wytrwać rok, dwa .... do emerytury.

Najbardziej żal jednak dzieci.

Może dlatego, że mam wnuki. I kiedy patrzę na to wszystko, gdzieś w środku ściska mnie serce.

Mam nadzieję, że powstaną alternatywne drogi edukacji. Że mądrzy rodzice będą szukać dla swoich dzieci innych rozwiązań. A może kiedyś pojawi się ktoś, kto naprawdę posprząta ten bałagan i zacznie budować szkołę od fundamentów, a nie od komina.

Bo szkoła zasługuje na coś znacznie lepszego.

„Największą sztuką w edukacji nie jest reformować szkołę na papierze, lecz mądrze wspierać ludzi, którzy codziennie uczą dzieci.”


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.