Robi mi się niedobrze, kiedy słyszę o kolejnym szkoleniu dla nauczycieli.
Jedno się kończy, drugie już goni. Szkolenie pogania szkolenie. Papier pogania papier. Tabelka pogania tabelkę.
Praca w szkole zaczyna tracić sens.
Nie dlatego, że dzieci. Nie dlatego, że nauczanie.
Tylko dlatego, że wszystko odbywa się w jakimś absurdalnym pędzie. Chaos. Ciągłe zmiany. Idiotyczne pomysły ministerstwa, które zmieniają się szybciej niż slajdy na prezentacji „obowiązkowego szkolenia”.
Nikt nie pyta, czy to ma sens.
Nikt nie pyta, czy to pomaga uczniom.
Za to wszyscy każą się szkolić. Jeszcze. I jeszcze. I jeszcze.
Podwyżek nie ma.
Godności – coraz mniej.
Czasu – zero.
Za to będą szkolić. Bo szkolenie zawsze wygląda dobrze w sprawozdaniu.
To nie rozwój.
To nie troska o edukację.
To pęd stada baranów w przepaść, tylko że z certyfikatem na końcu.
Mam dość.
Jestem zmęczona. Wkurzona. Rozczarowana.
I nie – nie potrzebuję kolejnego szkolenia o „dobrostanie nauczyciela”.
Potrzebuję spokoju, sensownych decyzji, stabilności i normalnych warunków pracy.
Na szczęscie widzę już metę. Jeszxze kilka miesięcy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.