Karlowe Wary mają w sobie coś takiego, że człowiek od razu zwalnia krok, jakby szybki marsz był tu wbrew jakiemuś niepisanemu prawu.
Są takie miejsca, do których jedzie się z ciekawości, a wraca z przekonaniem, że na pewno jeszcze kiedyś się tam wróci. Dla mnie właśnie takie okazały się Karlowe Wary. Bylam w ubiegłym roku przejazdem. Wiedziałam, że wrócę. Wróciłam.
To nie jest miasto, które oszałamia gwarem i pośpiechem. Ono zachwyca elegancją, spokojem i niezwykłą atmosferą, którą czuć na każdym kroku.
Spacerując wzdłuż rzeki Teplá, co chwilę zatrzymywałam się, żeby podziwiać piękne secesyjne kamienice i słynne kolumnady. To właśnie pod nimi znajdują się źródła termalne, z których od wieków korzystają kuracjusze z całego świata. Podobno jest ich kilkanaście, a każde ma inną temperaturę i nieco inny skład mineralny. Nie ukrywam – smak tej wody potrafi zaskoczyć. Jest specyficzny, ale przecież nie po to się tu przyjeżdża, żeby pić zwykłą wodę z kranu!
Historia Karlowych Warów sięga XIV wieku. Według legendy miasto założył cesarz Karol IV, który podczas polowania odkrył gorące źródła. Zachwycony ich właściwościami postanowił stworzyć tu uzdrowisko. Trudno powiedzieć, ile w tym legendy, a ile prawdy, ale jedno jest pewne – od tamtej pory Karlowe Wary przyciągały koronowane głowy, artystów i znanych ludzi. Bywali tu między innymi car Piotr Wielki, Johann Wolfgang Goethe, Fryderyk Chopin czy Ludwig van Beethoven.
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli miasta jest gejzer Vřídlo, który wyrzuca wodę na wysokość nawet 12 metrów. Robi naprawdę ogromne wrażenie! Warto też zajrzeć do huty szkła Moser, znanej na całym świecie z ręcznie wykonywanych kryształów, albo spróbować słynnych wafelków – oplatek. Są cienkie, chrupiące i pachną wanilią, cynamonem albo orzechami. Trudno poprzestać na jednej.
Karlowe Wary słyną również z Międzynarodowego Festiwalu Filmowego, który każdego roku przyciąga gwiazdy kina z całego świata. Na ulicach można wtedy spotkać znanych aktorów, a całe miasto tętni filmową atmosferą.
To miejsce ma w sobie coś wyjątkowego. Nie trzeba się spieszyć. Wystarczy usiąść na ławce, posłuchać szumu rzeki, obserwować ludzi z porcelanowymi kubeczkami do picia wód mineralnych i chłonąć klimat tego niezwykłego uzdrowiska. Karlowe Wary udowadniają, że czasem największą atrakcją jest po prostu... bycie tu i delektowanie się chwilą. I właśnie za to najbardziej je polubiłam.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.