Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Zjazd mojego rodu

Wróciłam.
Akumulatory doładowałam na maksa. Czuję,że we mnie jest siła i ogromna moc. Głowa trzeszczy od nowych pomysłów. Znowu mam skrzydła u ramion i mogę fruwać.
Tak, a wszystko przez sobotnią imprezę.
Po dwudziestu latach zorganizowano zjazd naszego rodu,  właściwie części rodu, tylko ośmiu gałęzi, których wspólnym pra pra dziadem był Wojciech Jakub.
Cały tydzień lało, ale w sobotę , jak na zamówienie, była prześliczna pogoda. Pewnie nasi przodkowie się o to postarali, bo w niedzielę znowu lało.

Na zjazd przyjechało 304 krewnych bliższych i dalszych. Zjechali z całego świata, żeby się spotkać. W życiu nie przypuszczałam,że jeszcze będę mogła uścisakać moją kuzynkę, którą los wywiał daleko za ocen i której nie widziałam ponad trzydzieści lat. Boże.... ileż fantastycznej energii!

Wielki ukłon dla kuzynostwa, które zajęło się organizacją. Impreza na najwyższym poziomie. Po prostu majstersztyk. Wszystko przemyślane i dopracowane.

Witano nas uroczyście. Przemarsz po czerwonym dywanie, a co!





Na kolana powaliło mnie olbrzymie drzewo genealogiczne ( ponad 1300 nazwisk). Ogrom pracy, mnóstwo czasu, jeżdżenia, grzebania w papierach, zbierania dokumentów i wreszcie stworzenie ....  Rewelacja.


Były też inne gadżety: identyfikatory dla każdego, mapa, koszulki okazjonalne, naklejki - herb rodowy oraz tradycyjna rodowa nalewka w finezyjnych buteleczkach z ciekawą nazwą, wywodzącą się od pierwszego członu rodowego nazwiska oraz transparenty poszczególnych gałęzi. Były też pamiątki dla dzieciaków.

Zjazd obfitował w różne części programu - część oficjalna , czyli msza, odwiedzenie grobów. Potem przejazd do przepięknego hotelu. Tam posiłek ( jadła wymyślnego dostatek) w postaci bufetu szwedzkiego. Dla każdego coś dobrego.


 Potem wspólne zdjęcie. Ileż śmiechu było przy tym fotografowaniu, bo przecież było trochę luda i nie było tak prosto sfotografowac w jednym ujęciu. Fotografowi ustawiono drabinę, na którą się wspiął i dyrygował.

Po kilku godzinach każdy do ręki otrzymał kopertę formatu A4, a w niej fotka. Można? Można.






Kolejnym punktem była historia. I tutaj znowu szczęka mi opadła do kolan. Dogrzebano się do dokumentów z 1374 roku ( chyba tak jakoś). W życiu nie przypuszczałam,że moja rodzina miała jakiś związek z Gryfitami, a ściślej mówiąc z Bogusławem X. Normalnie jestem w szoku.

Potem prezentacja poszczególnych gałęzi rodowych- też fajne.
Wreszcie nadszedł czas na część rozrywkową. Tę otworzyły salwy z czegoś tam ( nawet nie wiem jak to się nazywa,ale huk , jak z armaty . To coś jest na zdjęciu), potem członkowie Bractwa Rycerskiego tańczyli - oczywiście tańce dworskie.
 Po tańcach przyszedł czas na pokaz walk rycerzy. Fantastyczna atrakcja.

Po kawie i cieście kolejne atrakcje, tym razem dla dzieci - warsztaty kaszubskie.






Zespół Kaszebe parezentował piosenki i tańce kaszubskie. Mnie najbardziej zachwyciły stroje, śpiew niekoniecznie. Następnym punktem - nauka piosenki i tańca  - nazwy tańca nawet nie powtórzę, bo nie potrafię.
Śmiechu , radości.... było tyle,że długo będę wspominać.

A wieczorem - zabawa do białego rana. Fantastyczny DJ- świetna muzyka, sceneria.... Po prostu odlot.




Wiem,że rodzina teraz nie jest w modzie. Wiem,że spotkania rodzinne raczej trącą myszką, a stare przysłowie mówi,że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu... Ale, jak się ma taką prawdziwą rodzinę, której zależy na pielęgnowaniu więzi, to można zorganizować wspólnymi siłami tak fantastyczne spotkanie. I chociaż było nas ponad 300, to było jeszcze za mało. Wspominaliśmy tych, którzy nie przyjechali, gdyż życie różne pisze scenariusze.

Naładowałam akumulatory, mam nadzieję,że na cały rok. Czuję w sobie taką moc, że mogę góry przenosić! Takie spotkanie rodzinne i powrót do korzeni było mi po prostu potrzebne.



22 komentarze:

  1. Gratuluję wspaniałej imprezy:)))my organizujemy co roku taki mini zjazd na który przyjeżdża od 60 do 80 osób:)))ale planujemy taki większy i już podjęte pierwsze kroki:)))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastyczna sprawa takie zjazdy. Umacniają więzi rodzinne.

      Usuń
  2. Niesamowite!
    Zebrać tyle osób! Jestem pod ogromnym wrażeniem!!☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Jeszcze dzisiaj uśmiecham się do myśli i wspomnień.

      Usuń
  3. Widać Dorotko, że jesteś bardzo podekscytowana, ale wcale Ci się nie dziwię. Mogę Ci tylko pozazdrościć, że masz tak wielką rodzinę.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszyscy przyjechali. Szkoda.

      Usuń
  4. No zorganizowac takie spotkanie to nie mało co.!ja w sobote tez byłam na takim zjezdzie rodzinnym ale było na nim 40 osóbi równiez zabawa była przednia.Masz rację ze pozytywnej energi przybyło sporo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Jeednak jak się ma fajną rodzinę, to...

      Usuń
  5. Cudowna sprawa. Bardzo bym chciała przeżyć taką uroczystość. Tylko nielicznym się to udaje.Masz wspaniałą RODZINĘ. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uroczystość niezwykła, jak budująca. I te spotania, pogadyszki, przytulanki, wspomnienia.... Coś cudownego! A najcudowniejsze jest to,że jak trzeba to potrafimy się zjednoczyć.

      Usuń
  6. Gratuluję. Z tego co piszesz wnioskuję, że nie są to na tyle bliskie więzi rodzinne, aby w grę wchodziły spadki, bo to potrafi być uciążliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie dotyczą spadków. Zresztą w tej rodzinie jakoś wszyscy potrafili się dogadać. Sprawy majątkowe nigdy nie były to aż tak ważne. Bowiem uznajemy decyzję zmarłego, albo rodzeństwo dobrowolnie się zrzeka na rzecz któregoś z nich. Istotne są więzi. Kiedy żyli nasi rodzice, to bardzo pilnowali, aby te więzi były pielęgnowane. Zadbali o to, abyśmy się wszyscy znali bez względu na wiek (rozpiętość wieku mojego kuzynostwa jest ogromna czasami pokolenie) i spotykali regularnie.. Oni wszyscy się bardzo szanowali, chociaż było ich wiele. Podobnie było w innych gałęziach. To gdzieś zostało wpojone przez pokolenia. Mocny kręgosłup wartości. Niestety, my - tzn. moje pokolenie jakoś to roztrwoniliśmy. Rozjechaliśmy się na cztery strony świata.Zamknęliśmy się w betonowych pudłach... Na szczeście konatakt nigdy się nie urwał. Były wesela, potem pogrzeby. Teraz musimy działać inaczej, aby się spotykać. To jest piękne!Że jeszcze się chce, że potrafimy, że pragniemy...i że są z nami młodzi, którym też się chce.

      Usuń
  7. To wspaniałe. Jestem pod wielkim wrażeniem. Właśnie dzisiaj rozmawiałam z siostrzeńcem na temat więzi rodzinnych. Nas jest maleńka garstka. Tak bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jeszcze jestem pod wrażeniem. Pod wielkim wrażeniem.

      Usuń
  8. No cos fantastycznego! Szacun dla organizatorow, bo to bylo ogromne wyzwanie, a jak piszesz, wszystko sie udalo. Fajna sprawa takie zjazdy.

    OdpowiedzUsuń
  9. To bardzo imponujące i zachęta dla innych, nawet jeśli rodzina jest mniej liczna, to warto takie zjazdy organizować, choćby przy jakieś konkretnej uroczystości np. urodzin seniora czy seniorki rodu.
    Piękną uroczystość przeżyłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękną,oj piękną,niezapomnianą.

      Usuń
  10. Imponujące pod każdym względem.
    Jestem pod wrażeniem, tylko pozazdrościć tej jedności i rodowodu.
    Wielkie uznanie dla organizatorów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Organizatorzy spisali się nna medal. Takie spotkanie na długo pozostanie w pamięci.

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Może i tak. Tyle mamy z tego szlachectwa.

      Usuń

Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.