Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

czwartek, 8 stycznia 2026

Konflikt ciała i emocji


Od dawna wierzę, że ciało i umysł są połączone. Totalna Biologia (TB) pozwala spojrzeć na nasze dolegliwości z tej perspektywy – traktuje choroby czy objawy jako reakcję na emocjonalne konflikty, a nie tylko przypadłość fizyczną.

Mój przykład? Oczy. Niedawno musiałam dostać zastrzyk w gałkę oczną. Medycyna oczywiście była niezbędna, ale TB pozwoliła mi zrozumieć, co mogło uruchomić ten sygnał w moim ciele.

Od lat pracuję w szkole, Kocham  swoją prac3, na może raczej kochałam.  Coś się jednak zmieniło.Zmiana dyrekcji, nowe zasady, nowe aranżacje... Nowa miotła zamiata po swojemu.  Czarne ściany źle na mnie wpływając. Szkoła ma być kolorowa, dla dzieci. Dzieci kochają kolory.  Eleganckie i minimalistyczne wnętrza kłóca się z moją wizja szkoly. Do tego ta atmosfera wśród grona. Brak zaufania. Ludzie już że sobą nie rozmawiają szczerze. To już nie jest moja szkoła, nie ta w moim sercu. TB mówi, że oczy  wtedy, gdy muszą patrzeć na coś, co jest sprzeczne z naszymi wartościami. I rzeczywiście – zanim miałam zwolnienie, moje oczy dawały mi sygnały, że coś nie jest w porządku.

Dziś, będąc na zwolnieniu  czuję spokój. Totalna Biologia uczy mnie, że symboliczne „rozwiązanie konfliktu” – czyli zauważenie, nazwanie i oddzielenie siebie od obrazu świata, który nie pasuje – pomaga ciału i psychice wrócić do równowagi.

Nie zastępuje to lekarza ani leczenia – medycyna jest niezbędna, zwłaszcza przy problemach ze wzrokiem. Ale świadomość tego, co ciało może „pokazywać” emocjonalnie, daje mi poczucie, że jestem w zgodzie ze sobą, nawet gdy świat wokół się zmienia.


wtorek, 6 stycznia 2026

Prawdziwe objaienie nie zawsze przychodzi w blasku wielkich cudów.


Prawdziwe objaienie nie zawsze przychodzi w blasku wielkich cudów.
Czasem drży cicho w pierwszym promieniu słońca, który przedziera się przez gałęzie drzew i nagle przypomina: świat jest zaprojektowany idealnie.


Obudziłam się dziś bardzo wcześnie, jeszcze przed świtem. Dzień Trzech Króli. Cisza. I to światło – słońce przeciskające się przez las, jakby chciało mi coś powiedzieć. Poczułam czysty zachwyt. Taki bez powodu, bez wysiłku. Po prostu jest.

W takich momentach wraca do mnie myśl, że świat – mimo chaosu, który widzimy na co dzień – działa w głębokiej harmonii. Tylko my tak rzadko mamy czas i uważność, by to dostrzec.


To poranne wzruszenie zaprowadziło mnie myślami daleko. Do miejsca, które właśnie dopisałam do swojej listy marzeń na 2026 rok – balijskiej świątyni Pura Tirta Empul.

To miejsce fascynuje mnie od dawna. Powstało w 962 roku i do dziś działa dokładnie tak, jak zaplanowali je starożytni mistrzowie. Bez komputerów, bez nowoczesnych narzędzi. A jednak system jest doskonały: woda ze świętego źródła nieprzerwanie zasila baseny i… jej poziom nigdy się nie zmienia. Nadmiar nie znika – płynie dalej, nawadniając pola ryżowe.

To nie tylko inżynieria. To filozofia życia w zgodzie z naturą. Bez walki. Bez marnotrawstwa. Bez pośpiechu.

Z ogromnym podziwem myślę o tych bezimiennych twórcach. O ich wizji trwałości, wieczności i harmonii, która przetrwała ponad tysiąc lat.

Marzę, by kiedyś stanąć tam osobiście. Zanurzyć dłonie w tej chłodnej wodzie. Poczuć rytm miejsca, który nie zmienił się od dziesięciu stuleci. Pojechać tam nie po „atrakcje”, ale po oddech. Po ciszę. Po przypomnienie, że prawdziwa doskonałość jest prosta.

I że czasem wystarczy poranek, światło między drzewami i chwila uważności, by to sobie przypomnieć.

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Rozmowy z Bogiem

Gdy nie mogę czytać – zaczynam słuchać. I wszystko zaczyna mówić jednym głosem

Ostatnio moje oczy wyraźnie domagają się uwagi. Czytanie, które przez lata było dla mnie naturalnym sposobem poznawania świata i siebie, stało się trudne, momentami wręcz niemożliwe. W zamian pojawiło się słuchanie. Dużo słuchania. Podcasty, audiobooki, rozmowy, wykłady – jakby świat postanowił przemawiać do mnie innym kanałem.

I tu zaczyna się coś ciekawego.

Od dawna krąży mi po głowie myśl, że zawsze przychodzi do nas to, co ma przyjść w danym momencie. Że nie trafiamy przypadkiem na określone treści, ludzi czy doświadczenia. I rzeczywiście – w ostatnim czasie zaczęły do mnie docierać rzeczy zaskakująco spójne. Podcasty z profesorami okulistyki. Rozmowy o zdrowiu oczu. Materiały, które same w sobie brzmią jak proces uzdrawiania. Muzyka terapeutyczna. Podcasty o uzdrawianiu duchowym, pracy z energią, ciałem i emocjami.

Jakby ktoś bardzo delikatnie, ale konsekwentnie, prowadził mnie w jednym kierunku.


W tym samym czasie pojawiła się książka „Rozmowy z Bogiem”. Najpierw jako audiobook. Wysłuchałam pierwszej części – i bez większego wahania zamówiłam wszystkie cztery tomy. Z nadzieją, że przyjdzie moment, w którym będę mogła wziąć je do ręki i przeczytać je już nie tylko uszami, ale i oczami. Na razie jednak słucham. I to też ma swój sens.

Rozmowy z Bogiem” Neale’a Donalda Walscha to jedna z tych książek, które albo się kocha, albo odkłada z irytacją – rzadko pozostawiają czytelnika obojętnym. Ja pokochałam.

„Rozmowy z Bogiem” to książka zapisana w formie dialogu – szczerej, momentami prowokującej rozmowy człowieka z Bogiem. Nie Bogiem surowym i karzącym, lecz takim, który nie ocenia, a zaprasza do zrozumienia siebie i własnych wyborów. To opowieść o sensie życia, cierpieniu, miłości, wolnej woli i odpowiedzialności. O tym, że nie jesteśmy ofiarami losu, lecz współtwórcami własnego doświadczenia.

Nie jest to książka religijna w klasycznym znaczeniu. Bardziej duchowa. Skierowana do tych, którzy pytają, wątpią, szukają – czasem właśnie wtedy, gdy coś w ich życiu przestaje działać tak jak dotąd. Nie daje prostych odpowiedzi, ale zmienia sposób zadawania pytań. I być może właśnie dlatego trafia do mnie teraz.

Nie mogę czytać, ale mogę słuchać.
Nie widzę ostro, ale zaczynam dostrzegać więcej.

Może problemy z oczami są tylko sygnałem, by na chwilę przestać patrzeć na świat tak jak zawsze, a zacząć go naprawdę słyszeć. Słuchać ciała. Słuchać emocji. Słuchać tego, co przychodzi z zewnątrz i z wewnątrz jednocześnie.

Nie wiem jeszcze, dokąd mnie to wszystko prowadzi. Ale coraz mocniej czuję, że nic z tego nie jest przypadkowe. A „Rozmowy z Bogiem” są kolejnym elementem tej układanki – spokojnym głosem w tle, który przypomina, że nawet w trudnych momentach życie wciąż z nami rozmawia. Trzeba tylko nauczyć się go słuchać.