Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

wtorek, 30 stycznia 2018

Jeszcze kilka refleksji o edukacji i jej misji

Czym jest współczesna szkoła?
Ano stała się typową instytucją usługową, czyli ma dać to, czego uczeń i jego rodzic w danej chwili pragnie i niekoniecznie idzie to w parze z nauka i wychowaniem. Nauczyciel ma się dokładnie podporządkować i służyć, bo jeśli nie, to:... zawsze można napisać o zmianę nauczycela, napisać donos do dyrekcji o tym i tamtym lub napisać do innych organów, już oni z nieposłusznym nauczycielem zrobią porządek.

 Z nauczyciela zrobiono zwykłe popychadło, osmieszane w mediach, opluwane itp... Cokolwiek by nie zrobił, zawsze komuś nie będzie pasować. A kiedy śmie się odezwać w swojej obronie - oblewany jest wiadrem szlamu.

Kiedy tak na to wszystko patrzę, to zastanawiam się dokąd zmierzamy?  Edukacja powinna być jeedną z najważniejszych dziedzin , ważna dla przyszłości narodu i państwa.
A jak jest?
Zastanawiam się również, czy my, jako społeczeństwo możemy sobie pozwolić na to, aby nauczyciele, którzy mają tę przyszłość kształtować, byli powszechnie traktowani jak popychadła?
Jak nauczyciel może wpływać na właściwe relacje między nim a uczniem, skoro uczeń słyszy naokoło,że nauczyciel nie ma racji, że nie trzeba go szanować, że wymyśla, czepia się, że skoro pracuje w szkole jest totalnym nieudacznikiem i do niczego się nie nadaje?

Wstrząsnęło mną zachowanie pewnego dziewięciolatka, któremu dyżurujący nauczciel zwrócił uwagę, gdyż kopał i popychał kolegę.
Wiecie , co powiedział?
- Zaraz zadzwonię po matkę, to zrobi z wami porządek! - i tak uczynił. Przybiegła matka z wrzaskiem,że jej dziecko jest prześladowane.

Czy naprawdę stać nas jako społeczeństwo na to, aby ludzie z wielkim talentem  i charyzmą szerokim łukiem omijały zawód nauczyciela?
 Jak myślicie, dlaczego do tego zawodu teraz idą rzeczywiście najsłabsi? 
A ponoć życie nauczyciela to bajka? Nic nie robi, a kasę trzepie.... I w dodatku ma tyle wolnego...

Szkoła ponoć ma uczyć i wychowywać. Mam wrażenie ,że jest to mit. Zarówno w kwestii wychowawczej, jak i nauczania.

Dlaczego?
Przyjrzyjmy się bliżej. Szkoła stała się placówką opiekuńczą, poradnią psychologiczną, czasami sądem rodzinnym, przechowalnią, a czasami nawet zakładem poprawczym. Wkrótce dojdą kolejne funkcje tym razem medyczne - nauczyciel będzie zobowiązany zrobić zastrzyk uczniowi, w określonych sytuacjach, podać leki ,itp...
Są dzieci, które rodzice przywożą do szkoły o 6:30 , a odbierają o 17:00, czasami się spóźniają i nawet słowa przepraszam nie powiedzą nauczycielowi, który siedzi z ich dzieckiem po godzinach pracy. Albo inny przykład - wigilia, do szkoły rodzice przprowadzają dziecko około dziesiątej na dwie, trzy godziny, bo muszą zakupy zrobić. W sylwestra mamuśka przyprowadziła dziecko do szkoły, bo miała umówionego fryzjera i kosmetyczkę.

Za brak dostatecznej wiedzy u ucznia  winny jest nauczyciel, program, system... . Nigdy nie uczeń.
Aby go usprawiedliwić niektórzy zapobiegliwi rodzice zrobią wszelkie badania, aby zdobyć papier,że jego dziecko: ma ADHD, dysleksję, dysgrafię, dysortografię, dyskalkulię i ... nie może... Powinno zostać zwolnione z..., mieć wydłużony czas,  być traktowane indywidualnie...., itp... Ale w przyszłości  to dziecko ma zostać lekarzem , prawnikiem itp.... Oczywiście zalecenia do pracy w domu danego rodzica nie dotyczą - tym ma się zająć szkoła,przecież on, rodzic, płaci podatki. Zaburzenie i dysfunkcja ucznia jest problemem szkoły, nie ucznia i nie jego rodzica. Takich rodziców mogłabym liczyć na pęczki.

Nie dziwie się,że wielu nauczycieli odchodzi ze szkoły. Zakładają własny biznes, wolą pracować w sklepie. Ostatnio spotkałam wychowawcę mojej córki z liceum w sklepie z elektroniką.
- Co pan tutaj robi?
- Odszedłem ze szkoły. Rodzinę muszę wyżywić i mieć dla niej czas. Nie miałem ochoty dłużej kopać się z koniem - odpowiedział.
Przykro mi się zrobiło - bo to był młody człowiek z pasją.

Myślę sobie,że może nad tym trzeba byłoby się zastanowić zanim wdroży się kolejną reformę.

26 komentarzy:

  1. Dorotko! przelałaś na papier to, co sprawiło, że z ogromną ulgą przeszłam na emeryturę! Wczoraj nie odezwałam się, bo wciąż sobie powtarzam- nie przejmuj się, to już ciebie nie dotyczy:)Wiesz, u mnie najgorsze bylo to, ze dyrekcja bezkrytycznie podchodziła do najbzdurniejszych "nowinek" i żądała ich bezwzględnego stosowania..Pamiętne zdanie na radzie: "Uczeń jest klientem szkoły i trzeba go zadowolić"...Moja riposta, że nauczyciel nie dziwka, żeby zadowalać klientów -wywołała oburzenie:)tak, teraz do zawodu idą najsłabsi, którzy nie mają szans gdzie indziej...Takie będą Rzeczypospolite...Pozdrawiam z belferskim zrozumieniem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jeszcze trochę lat do emerytury zostało. Wciąz kopię się z koniem. Cała jestem poobijana, ale nadal podejmuje próbę. Ponoć nadzieja umiera ostatnia. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Przeczytałam poprzedni post, i dziękuję Ci za niego.
    Jak wiesz, swoje opinie wyrażałam tylko z pozycji rodzica, który akurat nie miał nic przeciwko gimnazjom, ani sześciolatkom w szkole- o ile ta szkoła byłaby do tego przystosowana. I bałam się, że ta cała reforma, chaotycznie wprowadzana odbije się na uczniach, ale również i na nauczycielach. Dla mnie bylejakość i pośpiech to wizytówka tego rządu, nawet jeśli niektóre pomysły są słuszne.
    Obecna reforma spowodowała, że nasz styczniowy sześciolatek nie pójdzie w tym roku do szkoły, bo przy tym bałaganie im później tym lepiej- chyba.
    Mnie przeraża roszczeniowa postawa rodziców, choć to nie nowość, bo od lat się tak dzieje, ale w tej chwili to prawie standard. Przykre to. Mam wrażenie, ze w niektórych rodzinach hoduje się dzieci a nie wychowuje.
    Wszyscy rozsądni rodzice chcieliby, aby ich dzieci uczyli nauczyciele z pasją i empatią, a szkoła nie była dla nich dużym stresem, jak obecnie.
    Pozdrawiam :)

    P.S Mam koleżankę, która zrezygnowała z dyrektorowania i uciekła ze szkoły, zwyczajnie mając dość. Dlatego podziwiam tych, co wciąż robią swoje i nie poddają się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprzedni rząd robił dokładnie to samo! Tyle tylko, że było to na najmłodszych uczniach.
      ***
      Styczniowy sześciolatek, jeśli osiągnął dojrzałość szkolną i tak zdecydują jego rodzice - może swobodnie iść do klasy pierwszej. Bałagan dotyczy tym razem starszych.
      ***
      "Wszyscy rozsądni rodzice chcieliby, aby ich dzieci uczyli nauczyciele z pasją i empatią" - pewnie,że chcieliby, tylko działania wszystkich idą w zupełnie innym kierunku. To jaki absurd! Trudno mi sie z ttym pogodzić. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Tu nie chodzi o dojrzałość w tej chwili, a po skończeniu ósmej klasy, kiedy z wiejskiej szkoły wyruszyłby w świat mając tylko 14 lat. Moje dzieci jak wyruszyły to miały już 16, i spokojnie mogły się uczyć 120 km od domu. Gimnazjum dawało przedłużenie nauki w znanym i oswojonym środowisku. Przynajmniej tak było u nas. Rok w tym wieku to kolosalna różnica, nie mówiąc o dwóch.
      I owszem bałagan dotyczy starszych, ale ogólnie też nie jest za ciekawie, więc może jak to już wszystko okrzepnie...innymi słowy im później tym lepiej ;)
      Zresztą byłby jedyny ze swojej przedszkolnej grupy, i to też zaważyło.

      Usuń
    3. Problem w tym Roksanno, że w miastach dzieciarnia była wyrywana z szóstej klasy, od znajomyc dzieci, nauczycieli i murów a rzucana pośród obcych, z którymi nawet nie było sensu się integrować na trzy lata...

      Usuń
  3. Władze oświatowe przez lata skutecznie pracowały na taki stan. Przed kilku laty po notatce w zeszycie uczennicy gimnazjum, że powinna nauczyć się tabliczki mnożenia, mamusia zafundowała nam taką jazdę, a raczej nie mamusia tylko rzecznik "praw"!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, właśnie - to nie jest jednostkowy przyadek. Trzeba zacząć o tym głośno mówić i pisać. Może do durnych łepetyn coś dotrze.

      Usuń
  4. A czy nadal jest to zawod tak nisko platny jak kiedys? Mnie chocby miliony chcieli placic, nie chcialabym uczyc dzisiejszej mlodziezy, dzieci zreszta tez nie. Jeszcze mi zycie mile, a stresow dosc mam wszedzie indziej.
    Znam tutaj wielu nauczycieli i owszem, zarabiaja bardzo dobrze, sa urzednikami panstwowymi, co laczy sie z wieloma przywilejami, ale nie chcialabym tyle pracowac, co oni, w szkole i w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u nas nie dość, że słabo zarabiają, to się na nich pomyje wylewa. Aż dziwne,że mimo wszystko oddaja takim *** swoje dzieci pod opiekę. Aż się nóz w kieszeni otwiera, kiedy o tym myśle.

      Usuń
  5. Bo szkoła polska w tym momencie to emanacja społeczeństwa po 1989 roku. Każdy, kto z chodzenia za stodołę dorósł do łazienki z bieżącą wodą myśli, że jest elitą. Stąd roszczenia wobec nauczycieli, najczęściej kobiet, z którymi można się porównać ekonomicznie. Intelekt nie jest najważniejszą wartością ... co zresztą sami wspieramy mówiąc, że najważniejsze jest serce. No to wszyscy kochają dzieci. A najbardziej pijacy. Powiem Ci, że jeszcze nie spotkałabym zapijaczonego rodzica, który by nie przysięgał, że kocha swoje dzieci. No ale cóż ... ta diagnoza pokazuje tylko, że to walka z wiatrakami. Bo jaki minister sprzeciwi się zalewowi ogólnej bylejakości? Full do ręki, głos Zenona w odbiorniku, w domu dwa yorki, na plaży koniecznie parawan.

    (uwaga, tekst był ironiczny, nie zgorzkniały)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I cholernie prawdziwy tekst! Niestety!

      Usuń
  6. Wiesz że ta bylejakość i poniewierka zaczyna dotyczyć wszystkich posad państwowych:))wszędzie mówi się o służbach a nie o solidnej pracy.I tak właśnie zostaliśmy służącymi:(((Niestety wszystko co napisałaś to prawda:Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy to wiedzą i nic się nie zmienia. Twgo właśnie pojąć nie mogę!

      Usuń
  7. Od jakiegoś czasu dokładam starań, aby nie emocjonować się tym, co mnie nie dotyczy i dotyczyć nie będzie. Dlatego poprzestanę na szczerych życzeniach: zelówek i fleków nie do zdarcia na to kopanie się z koniem, Dorotko. Trzymaj się, nie daj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki N... Ile razy sie zaczynam poddawać, tyle razy informacja zwrotna napływa, która daje nadzieję i podejmuję walke na nowo.

      Usuń
  8. A czym się szkoła różni od urzędu? Rodzice są roszczeniowi? Bo państwo jest roszczeniowe wobec nich, a oni tylko traktują szkołę jako kolejny z urzędów, który ma za zadanie zajmować się ich dziećmi w określonych godzinach,taki system "oświaty" stworzono przez ostatnie 25 lat. Ba, taki system życia nie tylko szkolnictwa.

    Owszem jest przykro i masz prawo czuć rozżalenie ale to nie jest kwestia rodzic szkoła tylko - czlowiek współczesne państwo. Ten sam poziom frustracji znajdziesz u Francuzów, Niemców czy Anglików. A że łatwiej jest dopaść nauczycielkę czy urzędniczkę w "socjalnym", niż ministra lub ważnego redaktora, szefa urzędu,sądu lub tej czy innej instytucji,przeto nie dziw ze tak to wszystko wygląda. Nie zmieni tego reforma oświaty, nie zmieni dofinansowanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie chodzi o rozżalenie, typu rodzic- szkoła. Problem tkwi w czym innym. Do upodlonego zawodu nie garną się najzdolniejsi, ludzie z pasją, z charyzmą, tacy, którzy mogliby mieć ogromny wpływ na kszałtowanie osobowości, rozbudzanie zainteresowań u dzieci i młodzieży, którzy byliby wzorem autorytetem. W tym tkwi problem. On będzie narastał, bo poziom edukacji leci w dół na łeb. Stąd niezadowolenie wszystkich. Tutaj tkwi problem. Żadna reforma tego nie rozwiąże, dopóki ten zawód nie stanie się prestiżowy. A nie stanie się, dopóki ludzie nie zrozumieją jego wagi. Współczesne dzieci się chowa i torpeduje nadmiarem niezrozumiałej, dla nich trudnej wiedzy przekazywanej przez, bardzo często, nieodpowiedniich ludzi. Dla tych dzieciaków nikt nie ma czasu. Wartością jest pieniądz, a ideą życia MIEĆ. Kto nie jest w stanie zarabiać przyzwoicie ten jest nieudacznikiem życiowym. A nieudaczników się nie szanuje. Gdyby były godziwe zarobki, gdyby edukacja była odpowiednio dofinansowana, wówczas byłaby szansa pozyskania do zawodu tych najlepszych.

      Usuń
    2. I tak i nie Doroto. Popatrzmy na Kościól,na brak dofinansowania nie moze narzekac, a czy wszyscy księża to osoby z powolaniem?!
      Jak jest duży pieniądz w branży, to zaczynają się tam garnąć cwaniaczki i osoby przypadkowe.

      Usuń
    3. Hm... I tak źle i tak niedobrze. Czy można znaleźć złoty środek?

      Usuń
  9. No uderzyłaś w sedno... Im dłużej pozostaję w zawodzie, tym bardziej mnie to boli o czym napisałaś.. No cóż te pseudoreformy... które nic dobrego nie dają ani uczniowi, ani rodzicom, ani nauczycielom... Zamiast doinwestować szkoły, konkretne klasy, podnieść prestiż uczących poprzez godziwe zarobki, kasę "wywala" się na kolejne zmiany adresów szkół i tłoczenie uczniów w licznych klasach.. Chryste... kiedy pójdziemy po rozum do głowy, kiedy rządzący wreszcie zrozumieją, że przyszłość narodu to tylko i wyłącznie EDUKACJA. Kiedy wreszcie jak w cywilizowanych krajach zamiast wydawać kasę na "Desreformy" kupią każdej szkole komputery, aby w pracowniach był jeden dla jednego ucznia a nie dwa albo trzy ( jeden robi zadanie a dwóch patrzy, na starych zdezelowanych kompach otrzymanych w spadku z jakiegoś urzędu) a co z tablicami interaktywnymi? Miała być w każdej klasie (są trzy w całej szkole) nie wspomnę już o loptopach czy pantopach (miały być dla każdego ucznia). He he he... U mnie w szkole nauczyciele biegają z językiem na brodzie między podstawówką a gimnazjum, aby zdążyć na lekcje (w ramach jednego pensum oczywiście)I już się martwią, bo ponoć od września nasze pensum wzrośnie do 20 godzin i wtedy po prostu ich zabraknie ( godzin...)...EEE szkoda gadać... W mojej małej szkole od września będzie praca na trzy zmiany, bo dojdzie ósma klasa... Lepsza zmiana.. ?! Czyżby? Ciekawe czego lub kogo dotyczy??? Pozdrawiam Dorotko. Kasia F. z Koszalina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko w Twojej szkole. To po prostu przerażające.

      Usuń
  10. Okropne co piszesz o sytuacji w szkole. Za moich czasów już było kiepsko, lecz teraz z tego co piszesz jest jeszcze gorzej. Zgadzam się, że żadna reforma nie pomoże, jeśli nie zmieni się podejścia. Uczeń ma sama prawa, ale co z obowiązkami?

    Słuchałam ostatnio audycji (https://www.polskieradio.pl/9/396/Artykul/2002436,Dzieci-sa-przeciazone-liczba-obowiazkow) gdzie empatka się wypowiadała o pracach domowych. Serio. Dlaczego nikt nie mówi o powinnościach ucznia? Nie jestem zwolennikiem gimnazjów, ale wywracanie systemu niczego nie rozwiąże.

    Coś dorzucę z podwórka z Ameryki. Tutaj ludzie (na serio!) dyskutują by dawać dzieciakom oceny za to, że się starają, nie zaś za wynik, czy to chodzi o pisanie eseju czy też o naukę języka. Bo przecież liczą się chęci... rzecz w tym, że japońscy czy chińscy rodzice nie mają dylematu, ze dzieci muszą znać dyscyplinę i pracować. Efekt? Większość studentów pochodzi z Dalekiego Wschodu i radzi sobie, zaś białe dzieci nie potrafią sobie radzić z wyzwaniami. Bo w szkole mieli oceny za chęci, nie zaś za wyniki. I tak, serio tutaj uważają oceny za stresogenne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem z roku na rok narasta. Zmienia się zapisy, ale prawdziwego źródła nikt nie tyka, więc jest coraz gorzej.

      Usuń
    2. Z drugiej strony 6 godzin w szkole i jeszcze co najmniem dwie na "zadania" to przesada! Dla mnie ważne jest by moi synowie chodzili na siatkówkę, grać na gitarze czy do harcówki. Uczciwie o tym nauczycielom powiedziałem, ale skoro nadal upierają się zadawać, to bezczelnie "racjonalizujemy" ten problem za pomocą internetu, lub... mojej wiedzy (która zresztą też nie pochodzi z +zadań domowych")

      Usuń
  11. Rzeczywiście wiele się pozmieniało.
    Współczuję Ci, że musisz w tym tkwić.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.