Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

czwartek, 5 grudnia 2013

Rankingi szkół i EWD

Grudzień to bardzo gorący dla mnie okres, zarówno w pracy , jak i w domu. Na dodatek przywlokła się infekcja, która nieco osłabia moje działanie.
Ale radzę sobie całkiem, całkiem...  O grudniowych działaniach napiszę wkrótce.

Dzisiaj poświęcę notkę na reformowaną edukację ( bliska mojemu sercu, więc proszę się nie dziwować), a dokładniej na sposoby oceny szkół i ich rankingi. Bliżej przyjrzę się  metodzie EWD,  której wprowadzenie pochłonęło ogrom pieniędzy.

Co to jest, to dumnie brzmiące EWD?

EDUKACYJNA WARTOŚĆ DODANA - to metoda dająca możliwość statystycznego pomiaru wkładu szkoły w postęp, jaki robią uczniowie przez kilka lat nauki. Głównie polega na porównaniu indywidualnych wyników testów kompetencji ucznia kończącego szkołę podstawową z wynikami testów z gimnzjum. I na bazie wnikliwej analizy obu sprawdzianów rzekomo można określić, w jakim stopniu dana placówka pomaga uczniom w zdobywaniu wiedzy.
Na podstawie wskaźnika EWD szkoły przyporządkowane są do czterech kategorii:
  • szkoła sukcesu
  • szkoła wspierająca
  • szkoła niewykorzystanych możliwości
  • szkoła wymagająca pomocy
A ja się pytam po co to i na co to? Czy faktycznie jest taka potrzeba, aby wykonywać tego typu kosztowne badania?
Czy uzyskana wiedza coś zmieni?
Czy można w ogóle zmierzyć pomoc w zobywaniu wiedzy?
Skąd moje wątpliwości?

Ostatnio właśnie publikowano wyniki i rankingi szkół gimnazjalnych w naszym regionie. Zainteresowałam się, gdyż mam w domu gimnazjalistkę. Natychmiast nasunęły mi się przemyślenia,  którymi muszę się KONIECZNIE podzielić.
Szkoła mojej Młodszej jest pierwsza na lisćie szkół w naszym mieście.
Chwali się, a jakże.
Tylko, czy na pewno włożyła tak ogromny wkład w edukację swoich uczniów ?
Tutaj jestem odmiennego zdania.
Zamiast zachęcać  i rozwijać( w przypadku mojego dziecięcia) wręcz zniechęciła do nauki i zniszczyła to, co wypracowała podstawówka ( o indywidualnych zdolnościach  i zainteresowaniach nie wspomnę) .
Zacznę od początku.
Szkoła ta nie miała ( do ubiegłego roku) przypisanego rejonu. Aby się do niej dostać młody człowiek musiał mieć świadectwo z czerwonym paskiem ( mile widziane osiągnięcia- za to dodatkowe punkty), wysokie wyniki sprawdzianu szóstoklasisty. Oprócz tego uczeń pisał ( szkoła nazywa to testami diagnozującymi) testy będące ( w rozumieniu rodzica i ucznia) dodatkowym egzaminem wstępnym ( z polskiego, matematyki i języka obcego). A zatem jakich uczniów pozyskiwała ta szkoła?
Same perełki z dobrych, majętnych rodzin.
Tym samym stała się  w miarę szkołą bezpieczną, w której nie występowała na szeroką skalę skrajna patologia.
Ale czy faktycznie  jest to szkoła sukcesu - jak wyszło w owych badaniach?

Po pierwsze szkoła prezentuje bardzo wysokie wymagania  i na tym koniec.
 Aby podołać  tym wymaganiom większość,  niegdyś w podstawówce prymusów, uczęszcza na korepetycje z najróżnieszych przedmiotów ( w klasie u Młodszej 90% dzieciaków ) począwszy od polskiego poprzez matematykę, geografię (po angielsku), chemię, języki obce, skończywszy na fizyce . Czasami zastanawiam się po co te dzieciaki przychodzą do szkoły, z której niewiele wynoszą.
Czy nie lepiej byłoby dla nich, aby szkoliły się wyłącznie na owych indywidualnych korepetyjach?  A korepetycję udzielane są po to, aby dzieciak miał piątkę, lub szóstkę!
Oczywiście wkładu korepetytorów nikt nie wlicza do edukacyjnej wartości dodanej.

Przez dwa lata nie zajmowano się zbytnio uczniem, wręcz pokazywano mu , gdzie jego miejsce w hierarchii.  W ostatniej klasie gimnazjum wszystko nastawione zostało na testy( za arkusze próbnych testów - rodzice oczywiście muszą dodatkowo zapłacić). Dzieciaki mają  fakultety (obowiązkowe)  niemalże  ze wszystkich przedmiotów. Moje dziecię ma zajecia codziennie od 8:00 do 16:15. Czy wiedzy jej przybywa? Daj Boże!
Jak narazie słyszę, że nienawidzi tej szkoły. A kiedy wspomniałam o ewentualnej pomocy z ..... wpadła w furię. Zatem radzi sobie o własnych siłach, a nauczyciele .... pewnie ( niektórzy) nie są zadowoleni. Cóż....

Bez nakładu pieniędzy i owych badań EWD można stwierdzić,że ta szkoła osiąga wysokie wyniki. Wręcz skazana jest na sukces w tej dziedzinie.

Inne gimnazja ( w zależności od rejonu w jakim się znajdują) nie mają żadnych szans.
Spostrzegli to niektórzy dyrektorzy( szczególnie tych najgorszych szkół, borykających się z wieloma problemami głównie wychowawczymi) i zaczęli głośno krzyczeć. Ale czy ich głos będzie słyszalny?

Tak, czy owak rankingi szkół zostały opublikowane.
Ponoć ów pomiar miał nie być rankingiem, a metoda EWG ma przede wszystkim służyć szkołom.
Hi, hi, hi........chi, chi,chi.....

Rzekome atuty:
Dzięki tej metodzie dyrektorzy i nauczyciele zobaczą mocne i słabe strony nauczania ( taka jest rewelacyjna) i będą mogli nareszcie stworzyć kolejny, wielostronicowy dokument związany z rozwojem danej placówki. Zajmą się liczeniem, analizowaniem , tworzeniem określonych planów, progamów doskonalących, czy naprawczych ( jak zwał, tak zwał), których nie będzie czasu realizować ( już trudno wyrobić się z programem), zajmą się radzeniem, dyskutowaniem ( w tym Polacy są znakomici)...
W związku z tym zorganizowane zostaną konferencje, potem szkolenia ( ktoś przy tym zarobi nieźle) ...... Kolejne zespoły opracują raporty, następnie opublikują je - kolejne pieniądze zostaną wydane..... itp, itp....

A GDZIE W TYM WSZYSTKIM UCZEŃ?

31 komentarzy:

  1. Efekty dydaktyczne szkoły, a szerzej systemu oświaty, widać dopiero po wielu latach, a na dodatek kiedy badaniami obejmujemy losy absolwentów. Do czego doszli, co ukończyli, co robią i w jakim odsetku. Chociaż bedąc najbliższym prawdy jest to zagadnienie niemierzalne albo bardzo trudno mierzalne. Badanie EWD to prosta analiza pod kątem statystycznym wyników dwóch, kolejnych egzaminów zewnętrznych. Rzecz cała obrazowana jest na diagramie oraz w tabelkach, a główną zaletą czegoś takiego jest sam fakt dokonywania takiego pomiaru. Drugi pozytyw, niestety ostatni, to zastosowanie tej samej metodologii do oceny wszystkich szkół. Czy jest to wymierne i obiektywne? Oczywiście, że nie ale zawsze lepsze od widzi-mi-się takiej lub innej pani wizytator, która ocenia nie pracę szkoły a ileś tam segregatorów kwitów narzuconych przez MEN. Czy wszystkie druki są, czy któregos nie pominieto, czy rzetelnie wypełnione i bieżąco aktualizowane. W sposób oczywisty, szkoły o dobrych wynikach nauczania (czytaj o dobrych wynikach egzaminów zewnętrznych, co jeszcze nic nie oznacza w kontekście wiedzy i umiejętności uczniów) wypadają w EWD lepiej od innych.
    Pozdrawiam z Krainy Loch Ness :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani wizytator też ocenia. Obecnie nazywa się to ewaluacja zewnętrzna jakości szkoły. To dopiero jest COŚ! Przeżyliśmy ten ewenement.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Prawda? W końcu gdzieś w tę oświatę pieniądze trzeba wpompować!

      Usuń
  3. Po prostu siąść i płakać;((
    Czy ktoś się w końcu ocknie?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała rzesza urzędników musi mieć przecież zajęcie. Szkoły się zamyka, a szeregi urzędnicze rosną. Słyszałaś wypowiedź byłej pani minister na informację,iż nasi poprawili się z matematyki. To zasługa pracowników ministerstwa, eksperdów i edukatorów. Na samym końcu nauczycieli i uczniów! NO!

      Usuń
  4. A w liceach jest jeszcze gorzej! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest pocieszające. O, nie!

      Usuń
  5. Cały ten wskaźnik powstał po to by ciągnąć kasę. Począwszy od projektu za który ktoś wziął pieniądze, wykonanie i skutki wskaźnika. Na ile prawdziwy jest ranking widać w Twoim tekście ;) Moim zdaniem jest przede wszystkim krzywdzący dal szkół, którzy nie prowadzą naboru "elity". Podcina szkołom i dyrektorom takich placówek skrzydła i ogranicza szansę rozwoju. Znów na wygranej pozycji są szkoły z kasą ( nie mylić z klasą), która powinna iść na placówki traktowane po macoszemu.
    Ten cały wskaźnik, mocno mi przekrętem pachnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anno! MNie o szkoły i ich pozycję w ogóle nie chodzi! Mnie idzie o ucznia - młodego człowieka. Mam gdzieś ich wymysły,m rankingi itp. Wysyłam dziecko do szkoły i chcę,aby nauczyciel miał czas dla mojego dziecka, kierował jego edukacją, dobierał stosowne metody itp, itp.... A nie tytlko zadawał i wymagał, a ty douczaj za grube pieniądze poza szkołą.
      Ale ten problem przecież NIE ISTNIEJE. Nie ma go. Cicho sza! Czepiam się i tyle.

      Usuń
    2. Wiem, że nie o pozycję szkoły idzie. Ale przez takie durne wskaźniki poszkodowani są i nauczyciele i dzieci. A szkoły zamiast zająć się tym co potrzeba śrubują pod wskaźnik na ten przykład. A on i tak nie wymierny, bo i "elita" douczać się musi poza szkołą. Pamiętam jak siostra mojego ex męża, bardzo zdolna bestia chodziła do najlepszego liceum w mieście wojewódzkim. Liceum najlepsze, a bez korków ani rusz. Co więcej nie chodzenie na nie było niemal samobójstwem. Kinga, ni chodził mimo to, uczyła się sama z tego prostego powodu, ze nie stać było rodziny na korki. Maturę zdała bez problemu. Ale co mają zrobić dzieci mniej zdolne i biedne? Problem jest i to duży.

      Usuń
    3. Jak widać ludzie problemu nie dostrzegają. Nie rozumem tego. Nie zgadzam się z tym. Dlatego postanowiłam o tym głośno mówić, pisać... Tyle tylko mogę zrobić.

      Usuń
    4. I dobrze że mówisz. Każdy ma prawo mówić o tym co mu się nie podoba. Tym bardziej, że są tacy co za często zatykają uszy na prawdę.

      Usuń
    5. Czasami mam wrażenie,że lepiej zatkać uszy, zamknąć oczy i udawać ,że wszystko jest w porządku.

      Usuń
  6. Cos mi sie widzi, ze o ucznia w tym systemie jakos najmniej chodzi. Mnie uczono jeszcze w normalnej szkole, gdzie rzadko kto bral korepetycje. I komu to, do cholery, przeszkadzalo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczeń jest numerem: w dzienniku, w wykresie, w raporcie, w statystyce....
      Jak widać komuś przeszkadzało.

      Usuń
  7. Jak ja chodziłam do szkoły testy wchodziły. Musieliśmy umieć rozwiązać zadanie, opisać problem a szczegóły były przy okazji. Czytając o szkole w Twoim poście czuję się jakbym czytała o swoim liceum. Piękna opinia, wysokie wymagania i siermiężna rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli problem jest głębszy i szerszy.

      Usuń
    2. Tak, wielkie opowieści a potem bez korepetycji nie zdałabym na studia. Inni nie zdali.

      Usuń
    3. A szkoła ma nauczyć- takie jest moje zdanie. Mnie kiedyś nauczyła. Nie potrzebowałam korepetycji.

      Usuń
  8. Wynika z tego co piszesz i zadaniem szkoły jest jak najlepsze przygotowanie uczniów do testów, bo one określą poziom szkoły, czy tak?
    Jestem laikiem w tej kwestii dlatego pytam...
    Nie wygląda to dobrze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak na to wygląda. Tak też myślę. Stąd moje posty na ten temat.

      Usuń
  9. Nie jesteś odosobniona w swoich spostrzeżeniach.
    http://chetkowski.blog.polityka.pl/2013/12/05/uczyc-sie-dla-szkoly/

    OdpowiedzUsuń
  10. A wszystko po to by inni zarobili, kosztem ucznia. Brr nie lubię tych czasów/takiej edukacji/ Kurcze nas uczyli inaczej i tylu mądrych ludzi wyedukowali. Pozdrawiam Mikołajkowo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dopóki egzamin szóstoklasisty nie będzie odbywał się nw takiej formie jak egzamin gimnazjalny EWD się nie sprawdzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie w ogóle się nie sprawdzi.

      Usuń
  12. MEN jest tym dla szkół czym NFZ dla szpitali - im prędzej owe instytucje sczezną tym lepiej.
    Nie ma szansy by dzieciak cokolwiek osiągnął jedynie bazując na szkole, z drugiej strony, np. szkoła gdzie chodzi mój starszy, umie współpracować z rodzicami i wyraźnie daje do zrozumienia że wyniki osiągane przez uczniów to efekt wspólnej pracy szkoły,ucznia i rodziców - I ja to rozumiem.
    I tu właśnie pada pytanie - czy jakikolwiek gryzipór z MEN jest w stanie wycenić moją pracę z dzieciakiem? A jeśli jej nie wyceni, to jak wyceni szkołę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oto pytanie!
      Twój starszy ma szczęście.
      Bo szkoła, do której chodzi Młodsza ma gdzieś rodziców.
      ***

      Usuń
    2. Znaczy, w szkole moich chłopców też zdarzają się panie typu "ja jestem nauczycielką i ja wiem lepiej"- tyle że trafiają na człowieka który z branżą jest na tyle obyty, by nie dać się zbyć ;-)

      Usuń

Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.