Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Lekarstwo na frustracje

- Ale jesteś ze stresowana! - powiedział w piątek wieczorem Mężowski.
Fakt, ostatnie miesiące obfitowały w najróżniejsze wydarzenia, które, jakby nie patrzeć  odbijają się na moim zdrowiu psychicznym. Najgorsze są te bezsenne noce. Mój stan,zapewne, zaczął być dokuczliwy dla rodziny. Cóż!
- Kupię ci rower. Taki z koszyczkiem. Widziałem w sklepie - ciągnął Mężowski.
Trzeba było zobaczyć moją minę. Skąd urwał się ten chłop? Zaczęłam się nawet zastanawiać, jaki ma interes w tym,aby wciskać mi rower , którego nie chcę!
- A po kiego mi rower? I na dodatek z koszyczkiem? Przecież mam samochód - odpowiedziałam.
- Wakacje idą. Do sklepiku sobie będziesz na rowerze jeździć, a do koszyczka zakupy włożysz.

Wytrzeszczyłam oczy z niedowierzaniem.
- Do sklepiku, powiadasz. Na rowerze, z koszyczkiem....  - wyobraźnia ruszyła, jak ja na to moje wzgórze z kolejną porcją zakupów w koszyczku  rowerem podjeżdżam. Ja tam z trudem moim autkiem wjeżdżam, a co dopiero z obładowanym rowerem o napędzie moich zwiotczałych mięśni.
Nawet przemknęła mi myśl,że facet chce mnie wykończyć, bo skąd bu mu się taki pomysł narodził?
- Na zakupy to ja jeżdżę autkiem i  nie do sklepiku, ale mega sklepu. ( W naszym wiejskim sklepiku nawet papierosów moi nie mają) Zakupy ledwie mieszczą się w bagażniku, a ty mi rower z koszyczkiem proponujesz...

W sobotę przed południem dostałam rower. Piękny, czerwony, z przerzutkami i z koszyczkiem z przodu. Donoszę pośpiesznie,że nie mam żadnych urodzin, imienin, rocznicy. Dostałam prezent BEZ OKAZJI.


Wieczorem Mężowski, i Młodsza wyciągnęli rowery.  Mój nowiuśki także.

 Matko kochana! To ci dopiero plan diabelski. Ostatni raz jeździłam na rowerze, kiedy w liceum byłam. Serce zaczęło łopotać ze strachu.
- Nie wiem,czy ja jeździć potrafię! - krzyknęłam przerażona.
- Tego się nie zapomina - odpowiedział ze stoickim spokojem Mężowski.
- Pokażę ci miejsca, których nigdy nie widziałaś.

I wyruszyliśmy na wycieczkę. Po trzecim kilometrze poczułam wiatr we włosach, poczułam zapach traw.... Poczułam się wolna! Boże takiego uczucia już dawno nie zaznałam. Wróciliśmy zmęczeni ( najbardziej ja) ,ale tacy radośni, tacy inni. Tej nocy spałam jak zabita.

W niedzielę wieczorem znowu wyruszyliśmy na nasz rowerowy rajd. Tym razem Mężowski pokazał mi przepiękne trasy, przez które prowadzi nowo wybudowana ścieżka rowerowa. Żałowałam, że nie wzięłam aparatu.

To ten mój chłop miał iście skuteczny plan na  mój stan emocjonalny, moje frustracje , moje stresy...!  A ja już go o niecne zamiary podejrzewałam...
I jak takiego chłopa nie kochać?



53 komentarze:

  1. Proponuję pójść dalej, a mianowicie:

    http://technologie.gazeta.pl/internet/1,113843,14093023,Udalo_sie___powstal_latajacy_rower_.html

    Serdeczności z krainy Loch Ness :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolę jeżdżący po ziemi....

      Usuń
    2. Innymi słowy, jako cyklistka preferujesz kolarstwo przyziemne :-))))
      Serdeczności mkną z Loch Ness
      :-)

      Usuń
  2. ja rower mam, i nawet bym go może wyciągnęła, ale ... po pierwsze - miasto, a po drugie - samotnie jeździć to żadna frajda... ale Tobie gratuluję, i rodzinki, i okolicy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie opowiadaj - w mieście - można, samej - można, a nawet lepiej, bo nikt Ci doopy nie zawraca, nie truje nad uchem oraz jedziesz jak chcesz i swoim tempem. Ooo. Frytki na rowery! :D

      Usuń
    2. W mieście to żadna frajda. Trzeba tylko uważać i tyle. Frajda tak za miasto!

      Usuń
  3. Piękny masz ten rower :) i prezent, i bez okazji, nonono

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooooo i takie rzeczy się zdarzają!

      Usuń
  4. oj znam to uczucie niepewności.... ja dopiero drugi rok mam rower, / ten ostatni dostałam na urodziny / mam ścieżkę rowerową w swojej wsi więc chowam strach i jadę...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma to jak sponiewierac sie na rowerze, to najlepsze lekarstwo na melancholie oraz inne stresy.

    OdpowiedzUsuń
  6. ...chłopa kochać! rowerek piękny, wycieczka na odreagowanie pomysł świetny, i pytanko mam; pupa aby nie bolała?
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bolała i jeszcze boli.... hi, hi, hi!

      Usuń
  7. Mój też wpadł na ten sam pomysł, ale nie ma czasu go realizować... na szcęście ;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co się odwlecze, to nie uciecze- pamiętaj... hi, hi, hi...

      Usuń
  8. Czy Ty się czasem w czepku nie rodziłaś?
    Zamieszkujesz w okolicy, w której nawet mały wiejski sklepikarz dba o Twoje zdrowie nie zamawiając ulubionego zabójcy.
    Mąż kocha nad życie
    I wszyscy dbają o zdrowie mamuśki
    Pozdrawiam i
    wiatru we włosach
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak na to wpadłaś? Faktycznie, ponoć w czepku się urodziłam. Jestem Dziecko Szczęścia!

      Usuń
  9. w sobotę mój mąż kupił mi rower:)nie jeżdziłam od 4 klasy podstawówki !wsiadłam i przejechałam 4 kilometry :)pozdrawiam ja po prostu przeczytałam o sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny prezent, popieram Twego Mężowskiego ;-) Mądry facet z Niego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mądry i kochany na dodatek!

      Usuń
  11. kochac i to mocno takiego M.
    rowerek najlepszym lekarstwem na stres i najtansza silownia!!!!!!!!!!!!!
    no to korzystaj kochana!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    :O)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak własnie zamierzam czynić. Przy tym więzi rodzinne się zaciśniają. Takie rodzinne wypady, to po prostu przyjemność.

      Usuń
  12. Ale wspaniały pomysł! I dla zdrowia i dla Was;) Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dorotko gratuluję mężowi Twojemu pomysłu , za jakiś czas nie powiesz że napędzasz rower zwiotczałymi mięśniami , zobaczysz jak Ci się pięknie nóżki wyrobią :)
    Serdecznie pozdrawiam :)Ilona

    OdpowiedzUsuń
  14. Skuteczny plan na stan emocjonalny, frustracje i stresy, powiadasz...? No, no... Realizacja takiego planu dopiero by mnie nabawiła frustracji! I zamiast kochać męża, wyrzuciłabym go z domu razem z tym narzędziem tortur do produkcji hemoroidów i odcisków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorów tak nie jest. Jeszce niedawno myślałam dokładnie tak samo. W duchu psioczyłam wsiadając na rower i zaciskając ręce na kierownicy.Ale po kilku kilometrach, kiedy poczułam wiatr we włosach - zmieniłam zdanie. A ZATEM TRZEBA SPRÓBOWAĆ.

      Usuń
    2. Nie trzeba. Nienawidzę jeździć na rowerze, mimo że wielokrotnie próbowałam się przełamać. Boli mnie od tego tyłek i dostaje garba!

      Usuń
    3. Cóż... każdy ma swoją ulubioną formę ruchu. Nic na siłę! Serdeczności.

      Usuń
  15. Kochać, kochać, bo to mądry chłop!
    Na stresy wysiłek fizyczny jest najlepszy. Ja jeżdżę na rowerze i łażę z kijkami do lasu, czuję wtedy ten wiatr we włosach i siłę jak wtedy, gdy miałam 20 lat. Czekam teraz na baseny, morze, na pływanie, to także światna forma wypoczynku.

    Ciepło pozdrawiam, j.

    OdpowiedzUsuń
  16. Takiego chłopa to tylko kochać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma wyjścia. Tylko kochać i już!

      Usuń
  17. A wyobraź sobie, że ja po intensywnym życiu w mieście tęsknię za sielskim obrazkiem małego miasteczka czy wsi, a także za takim rowerkiem z koszyczkiem. Podejrzewam, że jest to niebywałe lekarstwo dla duszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Przynajmniej dla mnie jest to lekarstwo dla duszy!

      Usuń
  18. Ależ fajnie!!! Uśmiechnęłam się :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Pamiętam jedną taką wycieczkę. Zrobiliśmy z marszu ze dwadzieścia kilometrów, na samym początku wczasów , dwa lata temu. Rowery pożyczyliśmy od właścicieli "wczasowiska". Dwa "górale" to były, ciężkie jak diabli. Co sobie tę jazdę przypomnę, to "tył" mnie zaczyna boleć.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na moim rowerze wcale nie muszę się schylać. Tak ma wyprofilowana kierownicę,że siedzę sobie normalnie.

      Usuń
  20. Ojejku! cudownie taka niespodzianka bez powodu, rower zwlaszcza! cudowny jest twoj mezowski! az lezka w oku ze wzruszenia sie kreci :) przepiekny ten rower, moze tez nie ganialabym wszedzie autem, kakbym taki cudny rower z koszyczkiem miala! musze pokazac memu mezowi ten post :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  21. Wspaniale!

    więcej takich niespodzianek życzę:))


    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię takie niespodzianki! Oby więcej.

      Usuń
  22. bardzo mi się podoba plan Twojego Męża, to mądry facet, dlatego nie dziwota, że kochasz :)))

    OdpowiedzUsuń
  23. Moja Marzenka godzi się jedynie na tandem...
    Ale masz rację - rower daje niesamowite poczucie wolności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To źle do niech podchodzisz. Trza się sprytem wykazać. Po naukę do Mężowskiego radzę iść!

      Usuń
  24. Rower jest wręcz czymś idealnym, pozwala czuć wiatr we włosach i dawać w pewien sposób wolność :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.