Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

czwartek, 18 kwietnia 2013

Bliskie spotkanie innych światów

Ogród obrobiony wizytowo. Kolejny punkt odhaczony. Wiosna wzięła pędzel i nadrabia zaległości . Maluje mój ogród na zielono. Zatem w przyszłym tygodniu będzie bajkowo. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Wczoraj postanowiłam być uparta i za wszelką cenę  zrealizować punkt pod hasłem  ORGANIZACYJNE SPOTKANIE Z KSIĘDZEM PROBOSZCZEM.
Do południa - fiasko. Ksiądz miał próbę z dziećmi komunijnymi. Wycofałam się, żeby nie przeszkadzać i nie rozpraszać. Potem - pojechał na obiad. Znowu fiasko. Odłożyłam zatem spotkanie na wieczór.
A wieczorem....

Po wieczornej mszy całe tłumy do księdza sprawę miały ( nie dziwota, skoro taki niedostępny). Usiadłam ci ja na krzesełku i  grzecznie czekam na swoją kolej. Powiedzmy niezupełnie grzecznie, bo dokładne oględziny kościoła zrobiłam, zakupiony pokrowiec  na kilka rodzajów krzeseł przymierzyłam i dokonałam odkrycia nie z tej ziemi!

KLĘCZNIK!

Przecież jeszcze klęcznik trzeba udekorować, a ja  nie wzięłam go pod uwagę i materiału nie zakupiłam. Jak ten klęcznik mógł mi wypaść z głowy, nie wiem.
Klęcznik stał sobie pod ścianą i dopraszał się przymiarki. Bo przecież on ważniejszy od krzeseł... Wypadałoby go zmierzyć, ale o miarce, oczywiście, zapomniałam.
Jednakże kobieta, kiedy chce, to potrafi. Jako miarka posłużył mi pokrowiec na krzesła. Ha!!!!

Nadeszła moja kolej. Wchodzę do księdza proboszcza. Już na progu ksiądz ukazał swoją wyższość ( znaczy kapłana nad wiernymi - pewnie chciał już iść na kolacje, a tutaj....), ale na krótko, bo zainteresował go pakunek, z jakim przyszłam do kościoła i z jakim szacunkiem umieściłam na stole tuż przed nosem księdza.
- W jakim celu pani tę albę przyniosła? - zapytał.
- Ależ proszę księdza proboszcza ! - zaczęłam niby poważnie, ale  z nutką delikatnego humoru ( i dzięki Bogu - atmosferę rozładowałam) - Ta alba, to strój dla krzeseł. Muszę przymierzyć , więc grzecznie o wskazanie owych mebli proszę.
Ksiądz zerwał się ( dosłownie) z siedliska i pognaliśmy do kościoła. Prawie biegłam za nim w tych swoich"Śpilkach" ( chciałam wrażenie pańci eleganci na księdzu zrobić).
 No!
Niby róbta sobie, co chceta, a jednak...

Jednak były jakieś oczekiwania konkretne.
Na szczęście mam jeszcze czas, aby dokonać korekty zamówienia w kwiaciarni.
Ustaliłam , co miałam ustalić i kamień spadł mi z serca. A nie można było tak od razu?
Kolejny punkt odhaczony.
Dzisiaj zakupiłam brakujący materiał na klęcznik  i czuję się całkiem, całkiem.
Pogoda cudna! Chce się  żyć!


34 komentarze:

  1. ...Trochę pod górkę masz z tym księdzem...wiesz, nie przyszłoby i mi do głowy, żeby zadbać o klęczniki... :)
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też nie przyszło. Trza było ten klęczni najpierw zobaczyć!
      Ha, wszak nigdy wcześniej wesela nie szykowałam. Przy drugim będę mądrzejsza!

      Usuń
    2. ...i ja będę dzięki Tobie, kiedy przyjdzie czas na moją Córcię :)

      Usuń
  2. Chyba jednak lepiej zlecić te wszystkie przygotowania profesjonalnej firmie i nie denerwować się, że się o czymś zapomniało. Ja bym nie miała nerwów do tej bieganiny. Ale prawda jest też taka, że mam zupełnie inny stosunek do wszelkich uroczystości - jestem w tej kwestii absolutną minimalistką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja chciałam to zrobić tak od siebie, od serca. Łatwo jest wynająć, kupić, zapłacić...
      Teraz czuję jak to wyzwanie mnie przerasta...

      Usuń
    2. Wynajmując firmę, miałabyś gotowy plan przygotowań, nikt by o niczym nie zapomniał, a Ty byś tylko dokonywała wyboru i rozliczała z wykonania zadań.Oszczędziło by Ci to czasu i stresu.W końcu ślub i wesele to wielkie logistyczne przedsięwzięcie i trudno jednej osobie pociągać za wszystkie sznurki. Moja koleżanka niebawem ma wesele syna, ale zarówno oni jak i rodzice dziewczyny zajmują się tylko problemem doboru stroju - swojego i dziecka. Resztę robi firma. Na tydzień przed weselem wszyscy jadą sobie na kilka dni do spa, żeby w dobrych nastrojach i na luzie wziąć udział w uroczystości. I wcale to tak dużo nie kosztuje.

      Usuń
    3. Zależy dla kogo znaczy "wcale nie tak dużo..."
      Ale mniejsza z tym.
      Ja chciałam sama!
      Sama zobaczyć, spróbować, sprawdzić, poświęcić.... podarować....
      - siebie,
      - mój czas
      - moje serce
      - moje umiejętności
      - moje emocje....

      Inaczej smakuje zrobione przez kogoś, a przygotowane własnoręcznie. Wówczas się tę uroczystość o wiele dłużej celebruje, smakuje, przeżywa...
      Poza tym to MOJA CÓRECZKA ZA MĄŻ WYCHODZI - nie ktoś obcy.
      Można wziąć udział w uroczystości, ale ja chciałam, aby to była wyjątkowa dla mnie uroczystość! Jak widzisz mamy różne spojrzenia na tę samą sprawę.
      Dalej, czasu by zaoszczędziło, ale stresu zapewne - nie.
      Pozdrawiam z uśmiechem.

      Usuń
    4. Oj, Ty Zosiu-Samosiu;) Bardzo się różnimy. Ja ani ślubu syna, ani swojego tak nie przeżywałam. U syna byłam gościem - dostałam zaproszenie i po prostu poszłam na imprezę.Wiedziałam tylko gdzie i o której:) Może gdybym miałą córkę, było by inaczej? Choć nie sądzę.
      Trzymam kciuki za powodzenie imprezy:)

      Usuń
  3. witam. dobrze mieć taką mamę co wszystko ogarnie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. no i mnie Rozbawiłaś kilka razy , natomiast wyobraźnia chochlika spłatała przy pomiarze klęcznika

    OdpowiedzUsuń
  5. Ze wszystkimi sprawami dasz sobie radę śpiewająco. Wierzę w Ciebie.
    Chciałabym wiedzieć dlaczego krzyż "wyłazi" ze ściany? Wiem, że z nim nic robić nie musisz, ale mnie ciekawi. Niesamowity efekt!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest podświetlony. Czy wiesz,że nigdy na to nie zwróciłam uwagi? Dopiero po Twoich słowach.

      Usuń
  6. Strasznie dziwne rzeczy piszesz... U nas płacisz za ślub i to wszystko. Sprawa dywanów, klęczników, dekoracji i innych pierdół nie należy do "klientów", to już jest przygotowane. Jakieś kupowanie tkaniny na pokrowce, kwiatów do kościoła - co to ma być?! Jestem w szoku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz! Co parafia to obyczaj.
      Oczywiście, gdybym wynajęła firmę - to też miałabym z głowy. Ale mnie do tej łepetyny wpadło,żeby SAMA! To mam. Z jednej strony zawrót głowy, z drugiej strony pozytywne emocje , poczucie spełnienia twórczej potrzeby dla własnego dziecka, kreatywności kobiecej i matczynego obowiązku.
      "ACH CÓRUŚ, CÓRUŚ, JUŻ NIEDŁUGO TY PANIENKą BĘDZIESZ...."
      Zdecydowałam się na to z własnej nieprzymuszonej woli.
      Kościół DYSPONUJE dywanem, krzesłami i klęcznikiem - ale nie posiada pokrowców do dekoracji owych mebli.
      To trzeba by było wypożyczyć, kupić, albo uszyć. I tak też czynię właśnie

      Usuń
    2. No, u nas żadne firmy tego nie robią. Wszystko jest w kościele i myślałam, że tak jest wszędzie...

      Usuń
    3. Ooooo! Jak widać i słychać nie wszędzie. Ja myślałam że tak jak u nas jest wszędzie... cha cha cha....

      Usuń
  7. Ależ ten czas szybko pomyka! Swoja droga podziwiam jak to wszystko sprawnie organizujesz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama trochę dziwuję się, jak mi to sprawnie idzie. Najcięższa próba jeszcze przede mną. Zdaję sobie z tego sprawę i się denerwuję trochę. Ale co tam - damy radę!

      Usuń
    2. Jako najciezsza probe traktujesz sam dzien wesela czy jeszcze cos po drodze?

      Usuń
    3. To wyjdzie w praniu. Po weselu wszystko będzie wiadome!

      Usuń
  8. Dasz rade ze wszystkim!
    W szpilkach czy bez szpilek raz jeszcze osmiele sie rzecz: bedzie weselisko z klasa!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję,że będą to miłe i niezapomniane chwile dla mojej córki!

      Usuń
  9. widzę, ze gdybym ja zabrała się za organizowanie slubu, to połowa rzeczy nie byłaby zrobiona :)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Życzę dużo sił i czasu na konieczny wypoczynek przed ślubem....bezwzględnie dla urody... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. DZiecko komunijne ...... znam ten zawrót głowy. Życzę wytrwałości

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiem żem upierdliwa i dziury w całym szukam ale... Jak zaznaczyłaś na pokrowcu wymiary klecznika?
    Z tym co kościół posiada z dekoracji do ślubów zależy chyba od jego wielkości i ilości ślubów na rok ;)
    Już nie mogę się doczekać zdjęć ze ślubu i wszystkich Twoich dekoracji ....
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz! Kobietka potrafi! Nie na próżno powstało przysłowie: Gdzie diabeł nie może , to babę pośle!

      Usuń

Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.