Jeśli wierzysz, że Ci się uda, że potrafisz, w większości wypadków rzeczywiście Ci się uda, to władza umysłu nad ciałem.

- Vernon Wolfe

środa, 14 listopada 2012

Jak zostałam adiutantem

Dzisiaj na lekcję przyszedł policjant. Taka tam pogadanka o bezpieczeństwie. I pewnie byłoby zwyczajnie, gdyby... gdyby nie moje dzieciaki.
Dzieci są nieprzewidywalne, ale zaimponowały mi.Nauka nie poszła w las, to znaczy o ograniczonym zaufaniu do obcych.
Wąsaty policjant ( nauczyciel w szkółce policji) wydał dzieciom rozkaz. Ton policyjny iście!
- Schowajcie książki i zeszyty. Na ławce  ma nic  nie być.  - Dzieci nie zareagowały. Patrzyły tylko na mnie. Co jakiś obcy facet, takie dziwne polecenia wydaje?
- No już! Raz dwa! - ponaglał.
One siedziały i patrzyły na mnie.
Ustaliliśmy przecież kiedyś tam, że w szkole polecenia wydaję ja. Nawet rodzice mnie słuchają.
A tutaj przychodzi jakiś wąsacz w polarze z napisem "POLICJA" i próbuje swoje narzucić. Żeby to jeszcze był mundur. Ale taki dziwaczny polar!?
Zatem nikt prócz pani poleceń im nie będzie wydawać.
Policjant spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Nie bardzo rozumiał, co się dzieje. Ruszyłam z pomocą.
- Spakujcie rzeczy do tornistrów.- powiedziałam spokojnie powstrzymując się ze śmiechu. One bez słowa wykonały polecenie. Policjant oczy szeroko otworzył. Nie skomentował.
 Potem kilka słów o bezpieczeństwie. O tym,ze obcym wierzyć nie można, bo są różni ludzie. Dzieciaki żywo w owej pogadance uczestniczyły. Wiele razy na ten te,at rozmawialiśmy.
Policjant wydał kolejne polecenie, żeby ustawiły się przed drzwiami parami. One nie zareagowały. Pewnie biedak zastanawiał się w czym problem? Czyżby mówił obcym językiem? Znowu niepewnie spojrzał na mnie. Wówczas powiedziałam.
- Rozumiem,że wychodzimy poza teren szkoły? - Przytaknął. Wtedy rzekłam ( rozbawiona już całą sytuacją).
- Ustawiamy się. Idziemy do szatni. Macie minutę na przebranie się. - Dzieci wyszły bez słowa. Po minucie stały ustawione przed wyjściem.
Kiedy wyszliśmy poza teren szkoły policjant zawołał.
- Zbiórka w dwuszeregu. Baczność. - Dzieci wykonały zadanie.
- Przejmuję dowództwo od waszej pani. Wasza pani będzie teraz moim adiutantem. - Dzieci spojrzały na mnie. Ja się uśmiechnęłam. Policjant ryknął:
- Zrozumiano?!
Krzyknęłam
- Tak jest! - i ustawiłam się w szeregu. Poszliśmy na skrzyżowanie!

34 komentarze:

  1. Haha, nie pytal Cie pozniej pan policjant o tajemnice Twojego sukcesu?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pytał, bo zapewne zrozumiał. Mam przynajmniej taką nadzieję!

      Usuń
  2. Na pewno Ci zazdroscil posluchu u "podkomendnych".

    OdpowiedzUsuń
  3. No no no!!! Taka klasa to największa duma Nauczycielki pewnie jest!?!
    Widać jakim cudownym pedagogiem jesteś :-)
    WSPANIAŁA JESTEŚ
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te dzieciaki są wspaniałe! Uwielbiam je!Inteligentne!

      Usuń
  4. Pogratulować tylko :o) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ???? Nic to takiego. Humor szkolny i tyle!

      Usuń
  5. Fajne wyróżnienie na pewno ubaw po pachy serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiepski ten policjant.
    Nie uczono go zasad sprawowania komendy?

    Polecenia i rozkazy ZAWSZE wydaje się za pośrednictwem bezpośredniego przełożonego. nawet jeśli czasami wygląda to sztucznie i wydaje się nieżyciowe - sprawdziło się w tysięcznych sytuacjach.
    Widać że poziom wyszkolenia policji sięga już nader niskich stanów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, znowu przyznaję Ci rację. Poza tym do dzieci się nie mówi, jak do żołnierzy, przynajmniej na samym początku.

      Usuń
    2. Ostatnio często jestem przewodnikiem po ścieżkach przyrodniczych dla wycieczek szkolnych organizowanych w szkole mojego syna.
      Generalnie komendami nic się nie zyskuje, za to okrzyk "a co ja tu mam" w nanosekundzie gromadzi cała trzódkę wokół ;-)
      Za to zawsze można poprosić wychowawce klasy o wydanie stosownych poleceń.

      Usuń
  7. No to możesz być dumna z klasy i z siebie! Szacuneczek, droga obywatelko, szacuneczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję ,że nie sądzicie,że mam same zdysyplinowane aniołki. O, nie! Wczoraj miał miejsce komizm sytuacyjny i osobowość owego policjanta.

      Usuń
  8. Wspaniale dzieciaki! Ich pani tez!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakoś nie podzielam ogólnego zachwytu nad zachowaniem Twojej klasy.Dzieci uczy się, że nie należy bezmyślnie podporządkowywać się obcym, ale uczy się też, że są osoby zaufania publicznego, jak policjant czy strażak i są sytuacje, kiedy należy, a nawet powinno się podporządkować ich poleceniom. Poza tym nie rozumiem, dlaczego nie wykonały polecenia, które w żaden sposób nie godziło w ich bezpieczeństwo, a zostało wydane przez osobę zaproszoną przez Ciebie (lub dyrekcję). Skoro wpuściłaś na lekcję policjanta (czy kogokolwiek innego), zapewne przedstawiłaś go dzieciom i powiedziałaś po co przyszedł, to dziwnym wydaje mi się zachowanie dzieci.Tym bardziej, że przecież cały czas byłaś obecna, a więc miały zagwarantowane poczucie bezpieczeństwa.
    Można więc wysnuć wniosek, że nie posłuchają nauczyciela, który przyjdzie na zastępstwo, nie wykonają polecenia strażaka w czasie (daj Boże próbnego) alarmu pożarowego. Ślepe posłuszeństwo, nieumiejętność oceny sytuacji wcale nie jest zaletą. Oprócz posłuszeństwa potrzebne jest też myślenie. Naprawdę żadne dziecko nawet nie zapytało Cię, czy mają słuchać policjanta?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bez obaw - w sytuacji braku znanego opiekuna dzieci zaczynają słuchać tego kto aktualnie wydaje polecenia. Gdy on jest lepiej żeby polecenia były wydawane właśnie poprzez niego. Tu nie chodzi o ślepe posłuszeństwo, czy nieumiejętność oceny sytuacji, po prostu tak jest lepiej.
      Skąd wiem?
      Otóż jestem poza normalnymi obowiązkami zawodowymi, także strażakiem i ratownikiem - a te same zasady (polecenia wydawane przez bezpośredniego przełożonego) obowiązują w każdej jednej sytuacji - czy jest to ewakuacja szkoły, czy biura, czy hali produkcyjnej.
      A już najgorszą rzeczą jest szukanie ratunku na własną rękę.

      Usuń
    2. Zgadzam się, że polecenia wydaje zawsze bezpośredni przełożony, ale dzieci nie myślą w kategoriach przełożony - podwładny. Jeśli w klasie jest osoba zaproszona przez nauczyciela i to ona prowadzi zajęcia, to naturalnym i logicznym jest, że dzieci wykonują jej polecenia. Przez 30 lat pracy zwodowej przeżyłam setki takich spotkań z policjantami, strażakami, ratownikami medycznymi, psychologami i nie pamiętam, żeby klasa po przedstawieniu takiej osoby i określeniu celu zajęć, nie reagowała na polecenia tejże zaproszonej osoby.

      Usuń
  10. Jak widzisz, dzieci są nieprzewidywalne.
    A policjant najwyraźniej nie przypadł im do gustu.A może nie wyrażał się jasno! Nie wiem! Z dziećmi trzeba umieć rozmawiać. O tym zapewne wiesz! W każdym razie rozbawiła mnie ta sytuacja! O ślepym posłuszeństwie nie ma mowy, nie w dzisiejszych czasach i w tym kraju i nie z dziećmi. Też dobrze o tym wiesz!
    " Naprawdę żadne dziecko nawet nie zapytało Cię, czy mają słuchać policjanta?"
    Nie zapytało. A ja też nie powiedziałam, bo myślałam,że to przecież logiczne.
    One myślały! Zapewniam Cię. Gdybyś była u nas w klasie, to wiedziałabyś o czym piszę. Po drugie nie rozumiem tak wielkiego oburzenia. Dla mnie ta sytuacja była raczej zabawna.
    Bowiem to:
    "- Zrozumiano?!
    Krzyknęłam
    - Tak jest! - i ustawiłam się w szeregu."
    Dotyczyło mnie. Ów pan potraktował mnie jak swoich podwładnych, od których żąda się wojskowej dyscypliny i bezwzględnego posłuszeństwa. W ten sam sposób mówił też do dzieci, więc były zmieszane i zaskoczone. Stąd zapewne taka reakcja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może gdybym była z Wami w klasie, inaczej bym widziała tę sytuację - fakt. Policjant wyrażał się jasno, bo kazał im spakować tornistry, więc nie było to żadne skomplikowane polecenie. Ani niecodzienne. Mógł im nie przypaść do gustu, ale to już Twoja rola, żeby go tak zaprezentować, aby dzieci nabrały zaufania do niego, do tego co mówi i do munduru, który nosi. Takie, między innymi, jest zadanie tego typu spotkań. (W sumie to naczelnym celem takich spotkań jest oswajanie dzieci i budzenie ich zaufania do munduru, lekarskiego kitla, bo przeciez wiedzę, która przekazał im policjant masz i Ty.)Jeśli nie polubią, nie zaakceptują policjanta (strażaka, ratownika itp), to z rezerwą przyjmą jego słowa, a to oznacza, że cel lekcji nie został osiągnięty.
      Absolutnie nie jestem oburzona, ale uważam - przy całym szacunku dla Twojej pracy - że tym razem popełniłaś błąd w przygotowaniu dzieci do tej lekcji.

      Usuń
    2. On nie był w mundurze , tylko w jakiejś polarowej bluzie.Błędu żadnego nie popełniłam, bowiem:
      1. O tym, że przyjdzie dowiedziałam się tuż przed lekcją od pani pedagog.
      2. Pan po prostu odbębnił swoje ( przygotowanie do zajęć żadne!).
      3. Brak przygotowania próbował zastąpić żołnierskim tonem i "pohukiwaniem". A dzisiejszych dzieci nie trzeba oswajać . One są oswojone i odważne.

      Usuń
    3. Wybacz, ale to co napisałaś w punkcie trzecim, stoi w sprzeczności z wydarzeniem na lekcji. Poza tym na podstawie tego, co piszesz, odniosłam wrażenie, że policjant był przygotowany do zajęć - wiedział co i w jakiej kolejności ma robić i robił to. No i był w mundurze - może nie w galowym, ale jednak. Natomiast dzieci nie bardzo potrafiły się w tej sytuacji odnaleźć. Jakoś nie widzę, żeby były odważne czy oswojone z sytuacjami innymi niż lekcja. Niestety, ich zachowanie kojarzy mi się nie tyle z posłuszeństwem, co z karnością i tresurą. Jako wychowawczyni nie lubiłam takich klas. Zawsze starałam się, aby moje dzieciaki były otwarte, potrafiły bronić swojego stanowiska, żeby umiały otworzyć buzię, jeśli coś ich zaskakiwało, niepokoiło, albo się im nie podobało. Jeśli ktoś przejmował moją rolę w klasie, a ja byłam przy tym obecna, zawsze to akceptowały i nie stwarzały sytuacji podobnych do tej, która spotkała Ciebie. Szczerze powiem, że przerażają mnie takie przesadnie posłuszne dzieci. Pozdrawiam:)

      Usuń
    4. Halinko! Ja opisałam humorystyczny epizod zajęć, a nie całe zajęcia. A Ty tak poważnie z przerażenie nawet!

      Usuń
    5. podpisuję sie pod maskakropka
      czy myslisz ze w sytuacji zagrozenia badz jakiejkolwiek innej ,policjant na ulicy nie bedzie w mundurze galowym
      policjant-to służba zaufania społecznego-cóż sie dziwic ze ludzie nie lubia policji i nie ufaja jej skoro nawet doswiadczony pedagog podchodzi ze smiechem do faktu, ze dzieci "olały"policjanta, który ma za zadanie przprowadzic jakas lekcje pokazowa :/
      ale moze nie mam poczucia humoru i nie rozumiem zartu...

      Usuń
    6. Nie masz poczucia humoru - na to wygląda!

      Usuń
  11. Super posłuszne masz dzieciaki, gratuluje i pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  12. Masz bardzo karnych podopiecznych.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Uważam, że to bardzo dobrze, że dzieci słuchały właśnie Ciebie, w razie problemów powinny słuchać jednej osoby. Znaczy, że mają do Ciebie zaufanie. Dopiero, kiedy dałaś im wyraźny sygnał, że "dowodzenie" przejmuje policjant, zaczęły słuchać jego poleceń.
    Ja byłabym spokojna, gdyby moje dziecko miało takiego nauczyciela jak Ty, który potrafi w ciepły i spokojny sposób poprowadzić całą klasę. Gratuluję

    OdpowiedzUsuń
  14. Niesamowite!
    Dzieci i Ty... a pan policjant dobre szkolenie przy okazji otrzymal!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń

Jeśli nie jesteś posiadaczem konta google+ wybierz "nazwa/adres url" i wpisz swój nick lub imię. Trochę tak głupio rozmawiać z Anonimem.